web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Emmanuel Macron – seria sukcesów trwa

Natasza Quelvennec, Bordeaux


Dzisiaj we Francji odbyła się pierwsza tura wyborów parlamentarnych. Wstępne wyniki wskazują na to, że spełniły się prognozy sondażowni i bezwzględną większość (32,9 % czyli 400 – 440 na 577 posłów) zdobędzie utworzona pod egidą świeżo wybranego prezydenta, centrowa koalicja La République En Marche. Wyniki wyborów zapewniają prezydentowi wsparcie parlamentu we wdrażaniu programu wyborczego.

To kontynuacja success story Emmanuela Macrona. W ciągu roku ten mało znany szerszej publiczności, pozbawiony zaplecza politycznego minister gospodarki w rządzie Hollanda, stworzył ruch, któremu udało się zmobilizować setki tysięcy wolontariuszy, wielu donatorów i polityków oraz wygrać wybory prezydenckie. W ciągu miesiąca, ten niemalże nieznany dotąd na arenie międzynarodowej czterdziestolatek, stał się liderem nowoczesnej Europy, a nawet całego demokratycznego świata.

En marche! czyli jak stworzyć polityczny start-up

Uprawiający od lat realpolitik wyjadacze tacy jak Hollande czy Sarkozy przyzwyczaili nas do bierności. Emmanuel Macron, niemający nic do stracenia nowicjusz, uznał, że w dzisiejszym szybko i gwałtownie zmieniającym się świecie, największe ryzyko to niepodejmowanie ryzyka w ogóle. Ruszając do boju o prezydenturę, nie był gotowy. Ale nigdy się nie zawahał. Ten rok, w którym zmobilizował tysiące wolontariuszy, często nowicjuszy w polityce, tak jak i on sam, oraz kampania wyborcza upłynęły pod znakiem ryzyka. Od rozpoczęcia kampanii bez pieniędzy i wystarczającego zaplecza politycznego, poprzez “brudną” (jak sam ją określił) debatę ze “zwierzęciem politycznym”, jakim jest Marine Le Pen, po bezkompromisową konfrontację z pracownikami zagrożonej przeniesieniem fabryki Whirlpool.

Właśnie brak zaplecza i młody wiek sprawiły, że Macron powiedział „nie” zarządzaniu pionowemu, opartemu na hierarchii, nęceniu stanowiskami czy gratyfikacją finansową. En Marche! to coś w rodzaju turkusowej organizacji płaskiej profesora Bliklego, to sukces grupy trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy potrafili zmobilizować armię wolontariuszy, przyciągnąć talenty i zdobyć poparcie kilku znanych wyjadaczy politycznych. Motywacją był jedynie udział w niepowtarzalnym, jedynym tego typu w historii polityki przedsięwzięciu oraz wspólne wartości: inicjatywa, młodość, optymizm.

Optymizm to słowo, które przychodzi na myśl w pierwszej kolejności, kiedy obserwujemy sposób bycia, mowę ciała czy retorykę Macrona. Podczas gdy inni politycy straszyli uchodźcami, Europą, kryzysem wartości, upadkiem gospodarki, był jedynym kandydatem, który wybrał nadzieję i wiarę w potencjał narodu. Nie ukrywając trudnej sytuacji, w której znalazła się Francja, Unia Europejska, ani zagrożeń współczesnego świata, potrafił sprawić, że najpierw jego bliscy współpracownicy, potem armia wolontariuszy, a wreszcie wyborcy uwierzyli w potencjał ruchu, kraju i narodu.


Kadr z filmu na YouTube 

Marketing polityczny, czyli siła symbolu

Pierwsze dni prezydentury to bezbłędna komunikacja polityczna i pasmo wysyłanych opinii publicznej sygnałów, w których symbole odgrywają zasadniczą rolę.

Już wyborczy wieczór upłynął pod ich znakiem. Poważny wyraz twarzy, brak triumfalizmu, wyciągnięcie ręki do przeciwników politycznych, determinacja – Macron przemawiający po ogłoszeniu wyników stał się inkarnacją prezydentury, do jakiej od lat aspirowali Francuzi. Nieco później tego samego wieczoru świeżo wybrany prezydent wmaszerował na dziedziniec Luwru przy dźwiękach Ody do radości Beethovena, nawiązując do lejtmotywu swojej kampanii, silnej, sfederalizowanej Unii Europejskiej.

Sensację wywołał też dyskretny pocałunek w rękę przez wzruszoną żonę, jego mentorkę, dzięki której, wg filozofa i socjologa, Gilles’a Lipovetzky’ego, “nawiązał z milionami kobiet szczególną relację (…), są mu one wdzięczne za to, że poślubił kobietę od siebie starszą”… Czy oznacza to narodziny nowej ikony feminizmu? Do tego jeszcze daleko, ale nie bez znaczenia jest fakt, że zarówno w świeżo powołanym rządzie, jak i na listach wyborczych koalicji La République En Marche, zgodnie z zapowiedziami w kampanii obowiązuje idealny parytet. Co prawda, mimo dwóch kluczowych ministerstw obrony i pracy, złośliwi twierdzą, że kobiety objęły w nim tylko drugorzędne stanowiska. Nie podlega dyskusji fakt, że jest to jednak jedyny rząd w Europie (i drugi obok Kanady na świecie), w którym kobiety są tak licznie reprezentowane.

W dniu inwestytury Macron, często krytykowany za młody wiek, wybrał symbole przemawiające do starszych, bardziej konserwatywnych wyborców, wcielając się perfekcyjnie w rolę zwierzchnika sił zbrojnych. Wjechał na Champs-Elysées wojskowym, odkrytym samochodem terenowym i odwiedził w szpitalu żołnierzy rannych w zagranicznych operacjach wojskowych.

Zgodnie z zapowiedziami zarówno w rządzie, jak i na listach wyborów parlamentarnych połowę stanowią nowicjusze polityczni, którzy nigdy nie ubiegali się o stanowiska czy mandaty wyborcze: specjaliści w swojej dziedzinie, działacze organizacji pozarządowych, studenci, niepracujące matki, bezrobotni. Prezydentowi zależy na przyciągnięciu zrażonej do polityki części społeczeństwa, która nie głosuje i uważa, że klasa polityczna jej nie reprezentuje. Sam Macron jest politykiem dopiero od kilku lat, wcześniej pracował jako urzędnik sektora państwowego i bankowiec. Doświadczenie zawodowe i życiowe, którego brakuje zawodowym politykom, jest jego zdaniem niezbędne, aby uprawiać politykę bliższą życiu zwykłych ludzi i opartą o realne przesłanki.

Nowy Obama

W oczy rzucają się oczywiście analogie między politykami: kampania oparta na optymistycznym, pozytywnym przesłaniu, młodość, wiara w liberalną demokrację czy znacząca rola pierwszej damy… Jednak sytuacja międzynarodowa jest dziś zupełnie inna. Wybór Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych nadszarpnął pozycję i autorytet Ameryki na arenie międzynarodowej. Unii Europejskiej osłabionej Brexitem i krytyką populistów jeszcze kilka miesięcy temu groziła implozja. Na skutek wewnętrznej opozycji i kryzysu uchodźczego osłabła pozycja Angeli Merkel, która kilka lat temu jawiła się jako bezdyskusyjna liderka wolnej Europy. Zwycięstwo Macrona odbiło się szerokim echem zarówno w Europie, jak i po drugiej stronie Atlantyku. W ciągu zaledwie miesiąca, za sprawa paru symbolicznych gestów, z nieznanego polityka trawionego kryzysem kraju europejskiego Macron wyrósł na lidera demokratycznego świata, którym niegdyś był Obama.

Już w dniu inwestytury udał się z pierwszą zagraniczną wizytą do kanclerz Merkel, wraz z którą zadeklarował silne przywiązanie do wartości europejskich i wspólną walkę przeciw postępującemu populizmu w Europie. Odrodził się tradycyjny niemiecko-francuski duet, będący od lat siłą napędową Unii Europejskiej. Bardziej niż dotąd zrównoważony układ sił może według obserwatorów sprawić, że będzie on funkcjonował jeszcze sprawniej.

Macron nie zawahał się dwukrotnie przemówić do Trumpa, dosłownie i w przenośni, jego własnym językiem. Najpierw, podczas szczytu NATO w Brukseli, wytrzymał słynny żelazny uścisk dłoni Trumpa. Świat obiegło zdjęcie, na którym krzyżują zbielałe od siły uścisku dłonie i grymaszą z bólu. Sam Macron określił ten moment jako “chwilę prawdy”. Następnie, po deklaracji Trumpa o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego, zerwał z tradycją francuskojęzycznych wystąpień prezydenckich i zwrócił się poprawną angielszczyzną bezpośrednio do narodu amerykańskiego i całego demokratycznego świata, który uważa troskę o klimat za priorytet. Zakończył swoje wystąpienie słynną już parafrazą sloganu Trumpa: “Make our planet great again” (“Przywróćmy wielkość naszej planecie”, podczas gdy slogan kampanii prezydenckiej brzmiał “Przywróćmy wielkość Ameryce”). Spot obejrzało dotąd trzynaście milionów osób.


Fot. Kreml 


Nie przestraszył się także innego despoty, Putina, którego co prawda przyjął z wielką pompą w Wersalu, ale też poruszył podczas konferencji prasowej tematy kontrowersyjne. Na prowokacyjne pytanie dziennikarki „Russia Today”, która skarżyła się na trudności w dostępie jej medium do Macrona podczas kampanii wyborczej, odpowiedział w obecności zbitego z tropu Putina: “Zawsze utrzymywałem bardzo poprawne stosunki z dziennikarzami zagranicznymi, jeśli zachowywali się jak dziennikarze (…) „Russia Today” i „Sputnik” okazały sie organami propagandy, które fabrykowały „kontra-prawdy” dotyczące mnie i mojej kampanii. Zdecydowałem więc, potwierdzam to, że nie będą one miały dostępu do mojego sztabu”. Macron nie zawahał się też upomnieć o prawa wspólnoty LGBT i krytykować jej prześladowanie w rosyjskiej Czeczenii. Politycy nie patrzyli na siebie, nie uśmiechali się i mówili o sobie per “on”…

Wybory i co dalej?

Osłabiona po wyborach prezydenckich Partia Socjalistyczna, podzieleni Republikanie i stłamszona po nieudanej debacie prezydenckiej Marine Le Pen, raczej nie zagrożą Macronowi w parlamencie. Jeśli zwycięstwo koalicji La Republique En Marche w wyborach parlamentarnych potwierdzi się w drugiej turze wyborów, przed Macronem staną nowe wyzwania. Zaplanowana na wrzesień reforma kodeksu pracy będzie pierwszym sprawdzianem, który może skutkować protestami ulicznymi i strajkami w uznawanym przez samych Francuzów za niereformowalny kraju. Czas pokaże, czy odważne podejmowanie ryzyka, optymizm i sprawna komunikacja polityczna wystarczą, by potwierdzić aspiracje tego młodego polityka do międzynarodowego przywództwa. Bonne chance, Monsieur Macron!

Natasza Quelvennec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 12 czerwca 2017 by in EUROPA, FB, ŚWIATOWO and tagged , , , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.