web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Rendez-vous liberalnej demokracji i populizmu

Natasza Quelvennec, Bordeaux, 22.04.2017


Jutro pierwsza tura wyborów we Francji. Czy będziemy świadkami zwycięstwa w populizmu, ksenofobii i reakcjonizmu społecznego w kolejnym kraju? Czy też widmo Frontu Narodowego i nazwiska Le Pen zadziała jednocząco na elektorat progresywny, tak jak to miało miejsce w 2002, kiedy w drugiej turze wyborów prezydenckich Jacques Chirac pokonał Jeana-Marie Le Pena, ojca obecnej liderki Frontu Narodowego, uzyskując ponad 82% głosów?

To pytanie zadają sobie chyba wszyscy: od zwolenników samej Marine Le Pen po adeptów skrajnie lewicowych propozycji Jeana-Luca Mélenchona. Sondaże przewidują co prawda jej porażkę w drugiej turze w każdej konfiguracji, ale ryzyko istnieje, zwłaszcza w sytuacji dużej absencji tej części elektoratu, którą zniechęci porażka jej kandydata w pierwszej turze.

Po piętnastu latach sytuacja jest jednak zupełnie inna. W 2002 liberalna demokracja wydawała się panaceum na całe zło. Dzisiaj ta teza jawi się jako mniej oczywista, jeśli nie wręcz negowana przez dużą część wyborców. Wynik wyborów ma też ogromne znaczenie dla przyszłości Polski, Unii Europejskiej, a może i dla świata. Idąca łeb w łeb czwórka kandydatów ma bowiem skrajnie różne wizje polityki zagranicznej zarówno w kwestiach europejskich, jak i stosunku do Trumpa i Putina…

Kronika zapowiedzianej porażki

Po raz pierwszy w historii piątej republiki urzędujący prezydent zrezygnował z ubiegania się o reelekcję. François Hollande, którego ambicje nie szły w parze z odwagą polityczną, zmarnował historyczną szansę zreformowania gospodarki kraju, gdyż jako socjaliście wybaczono by mu prawdopodobnie więcej niż znienawidzonemu Sarkozy’emu czy innym politykom prawicy. Zadanie nie było jednak łatwe w sytuacji ogromnej polaryzacji wewnątrz samej Partii Socjalistycznej, która pod jednym szyldem jednoczy liberalnych socjaldemokratów i siły skrajnie lewicowe. Mało zdecydowane próby zliberalizowania rynku pracy, przywrócenia konkurencyjności obciążonych ubezpieczeniami społecznymi przedsiębiorstw, obniżenia bezrobocia owocowały pozbawionymi esencji ustawami, za mało radykalnymi dla liberalnej opozycji i zbyt radykalnymi dla lewego skrzydła Partii Socjalistycznej, przepychanymi niedemokratycznie kontrowersyjnym artykułem 49.3, umożliwiającym ich wprowadzenie bez poddania pod głosowanie w parlamencie.


Francois Hollande przyjmuje defiladę, Wikimedia Commons 


Porażki na gruncie krajowym Hollande kompensował co prawda ofensywną polityką militarną, angażujac francuskie sily zbrojne w walkę z radykalnym islamizmem w wielu miejscach globu (Mali, Irak, Syria i Libia), ale to także okazało się wodą na młyn dla większości przeciwników politycznych, według których zamachy na terytorium Francji były odpowiedzią na interwencję Francji poza granicami kraju.

Osłabiona po 5 latach prezydentury François Hollande’a partia socjalistyczna z trudem usiłuje ratować to, co jeszcze możliwe, a nie ma tego dużo…

Prawybory czyli jak rozmontować demokrację

Wzorem amerykańskim kandydaci na prezydenta dwóch najbardziej dotąd liczących się partii, Republikanów i Partii Socjalistycznej, zostali wyłonieni drogą prawyborów. Jednak delegując suwerenowi wybór kandydatów na prezydenta partie strzeliły sobie w stopę. Prawybory zmobilizowały do głosowania stosunkowo nielicznych wyborców, głównie ich własnych członków, ale także ruchy mniejszościowe (socjaliści – grupy antyrasistowskie, skrajnie lewicowe i mniejszości etniczne, a republikanie – konserwatywną burżuazję).
Tym sposobem wyeliminowano faworytów, którzy mieli być może największe szanse, aby walczyć o zwycięstwo w pierwszej turze, mera Bordeaux, premiera podczas prezydentury Chiraca, Alaina Juppé oraz aktualnego premiera, Manuela Vallsa. Spowodowało to dość paradoksalną sytuację: wyłoniono kandydatów skrajnych, niereprezentatywnych nie tylko dla ogółu wyborców, ale też wewnątrz partii…

Szczególnie odczuła to rządząca Partia Socjalistyczna, której kandydat, Benoît Hamon, ma według sondaży szansę jedynie na 8 procent głosów w pierwszej turze. Lepsza jest sytuacja François Fillona, którego ratuje prawdopodobnie fakt, że pewna część prawicowego elektoratu nie odnajduje się zupełnie w ksenofobicznej, radykalnej retoryce Frontu Narodowego i postrzega go jako mniejsze zło. Jest to też kandydat mrugający okiem w stronę gremiów skrajnie konserwatywnych społecznie, kwestionujących prawo do aborcji czy do małżeństwa osób tej samej płci.

Złota jedenastka – czterech liderów

We francuskich wyborach prezydenckich bierze udział jedna kandydatka i dziesięciu kandydatów, wśród których sześć osób cieszy się sondażowym poparciem poniżej pięciu procent i nie będzie się liczyć w ostatecznej walce o drugą turę, która odbędzie się 7 maja.

Są wśród nich postacie ciekawe, wnoszące pewien powiew świeżości i egzotyzmu na skostniałą scenę polityczną. Sympatycznym kandydatem jest lider Nowej Partii Antykapitalistycznej, Philippe Poutou (‘poutou’ to potocznie ‘buziak’ po francusku), który zabłysnął w debacie telewizyjnej zarzucając Marine Le Pen, że jako kandydatka antysystemowa i antyeuropejska jednocześnie defrauduje europejskie pieniądze i zasłania się immunitetem europosłanki, nie stawiając się na wezwania prokuratury. Zakończył swoją słynną już tyradę stwierdzeniem, że on i jemu podobni nie mają “immunitetu robotniczego”. Jest kandydat francuskiej prowincji, Jean Lasalle, którego śpiewny akcent z południa Francji stał się przedmiotem parodii i który zasłynął strajkiem głodowym w parlamencie oraz przemierzeniem kraju na piechotę. Jest wreszcie, kandydat partii Solidarność i Postęp, Jacques Cheminade, który proponuje industrializację Księżyca i kolonizację Marsa jako lekarstwo na ziemski kryzys gospodarczy (sic!).

Pozostała piątka to (od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy): Jean-Luc Mélenchon, kandydat Frontu Lewicy, europoseł i były senator, Benoît Hamon, kandydat Partii Socjalistycznej oraz były europoseł i minister edukacji w rządzie Vallsa, który opuścił sprzeciwiając się odejściu od lewicowej polityki przez prezydenta François Hollande’a, Emmanuel Macron, były minister w rządzie Manuela Vallsa i założyciel centrowego ruchu En Marche!, François Fillon, kandydat Republikanów i premier w czasie prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego oraz Marine Le Pen, przewodnicząca Frontu Narodowego i europosłanka.


Benoît Hamon, Partia Socjalistyczna. Wikipedia 


Mimo poparcia autora bestsellera “Kapitał XXI wieku”, Thomasa Piketty’ego, którego idea “powszechnego dochodu” jest sztandarowym postulatem Benoît Hamona, kandydat Partii Socjalistycznej zanotował w ostatniej fazie znaczne spadki w sondażach. Osłabiony wewnątrz partii, której wielu polityków zaoferowało poparcie centryście, Macronowi, i proponujący podobne rozwiązania ekonomiczne jak charyzmatyczny Mélenchon, socjalista prawdopodobnie nie będzie się liczył w walce o zwycięstwo w pierwszej turze wyborów.

Pozostała czwórka idzie łeb w łeb. Każdy wynik jest właściwie możliwy, bo mieści się w granicy statystycznego błędu, a wyborcy ciągle nie są zdecydowani czy i na kogo zagłosują. Kampania zdominowana przez niereprezentatywne wyniki prawyborów, aferę Penelope gate (Penelope to imię żony François Fillona), w której kandydat republikanów został oskarżony o fikcyjne zatrudnienie żony i dzieci jako asystentów parlamentarnych oraz unikanie stawienia się przed wymiarem sprawiedliwości przez Marine Le Pen, sprawiła, że wielu wyborców czuje się zniechęconych i zmuszonych do wyboru “między dżumą a cholerą”. Tak niepewnej sytuacji jeszcze w historii wyborów we Francji nie było.

Prognozowany przez Trumpa wpływ zamachu na Champs Elysées na wynik wyborów nie znalazł potwierdzenia we wczorajszych sondażach, które nawiązują do wcześniejszego układu sił. Tylko 21 procent wyborców zadeklarowało, że czwartkowe zdarzenia mogą wpłynąć na ich decyzje o wyborze kandydata, ale na razie nie przełożyło się to w znaczący sposób na preferencje głosujących. Również wyrazy poparcia płynące w ostatnich dniach z zagranicy nie wydają się bulwersować istotnie prognoz przedwyborczych. A trochę tego było. Najpierw “spontaniczny” telefon od Obamy – w obecności kamer filmujących Macrona, który wystylizowany à la Barack (biała koszula z rozpiętym kołnierzykiem i podwiniętymi rękawami oraz szeroki uśmiech) rozmawia z byłym prezydentem świetną angielszczyzną. Niby rzecznik Obamy powiedział, że nie chodzi o oficjalne poparcie, ale… Barack do Fillona nie dzwonił. Potem apel amerykańskich elit popierających Mélenchona (petycja podpisana przez kontrowersyjnego filozofa i lingwistę Noama Chomsky’ego, aktorów Danny’ego Glovera, Marka Ruffalo i (uwaga!) Pamelę Anderson.


Emmanuel Macron, centrowy ruch „En Marche!”. Wikipedia 


Aktualne sondaże największe szanse na wejście do drugiej tury, która odbędzie się 7 maja, dają Emmanuelowi Macronowi (średnia sondaży 23,8 procent) oraz Marine Le Pen (22,2 procent), jednocześnie elektorat Marine Le Pen jest dużo bardziej zdecydowany, że nie zmieni swojej decyzji w ostatniej chwili. Komentatorzy zwracają też uwagę na to, że mimo pewnego “oddiabolizowania” Frontu Narodowego, niektórzy wyborcy ciągle wstydzą się przyznać sondującym, że zagłosują na te partie. Duże nadzieje na osiągniecie drugiej tury mogą mieć także François Fillon (z poparciem rzędu 19,8 procent) i Jean-Luc Mélenchon (19,4 procent). Sondaże wskazują, że w drugiej turze Emmanuel Macron jest zdecydowanym faworytem w starciu z każdym potencjalnym kontrkandydatem, Marine Le Pen musiałaby z kolei uznać wyższość każdego potencjalnego przeciwnika. Natomiast Jean-Luc Mélenchon w drugiej turze pokonałby zarówno Le Pen, jak i Fillona, który według sondaży w drugiej turze zwyciężyłby jedynie kandydatkę Frontu Narodowego.

Francja języczkiem u wagi Europy

Wynik wyborów prezydenckich we Francji wraz z wyborami do Bundestagu, które odbędą się we wrześniu tego roku, może zdecydować o kierunku, w którym pójdzie Unia Europejska. O ile jednak w przypadku Niemiec niezależnie od ostatecznych wyników władzę obejmą ugrupowania jednoznacznie proeuropejskie, we Francji w wyścigu o fotel prezydenta pozostają kandydaci o diametralnie odmiennych wizjach rozwoju wspólnoty europejskiej – od skrajnie eurosceptycznych po euroentuzjastyczne. Dlatego to właśnie z Francji mogą popłynąć kluczowe z punktu widzenia przyszłości projektu europejskiego impulsy.

Marine Le Pen i Jean-Luc Mélenchon są najbardziej eurosceptyczni. Przewodnicząca Frontu Narodowego uczyniła z demontażu Unii Europejskiej koronny postulat swojego programu i dostrzegła w Brexicie i kryzysie uchodźczym szansę na przekucie rosnącej popularności eurosceptycznych, antyimigranckich haseł w realną władzę. Żonglując retoryką zbliżoną do Trumpa i polityków PiSu, Marine Le Pen ogłosiła, że mieszkańcy starego kontynentu wezmą przykład z Amerykanów i „dadzą nauczkę ultraliberalnym elitom”. Brexit według niej zapoczątkował “ruch, który nie może być już zatrzymany”. Marine Le Pen wielokrotnie opowiadała się za wyjściem Francji ze strefy euro. Mimo, że cały jej program ekonomiczny oparty jest na aksjomacie przywrócenia franka, zaczęła łagodzić swoją retorykę z trakcie kampanii. Jej priorytetem ma być doprowadzenie do radykalnych zmian traktatowych, które w jej mniemaniu umożliwią Francji odzyskanie suwerenności. Gdyby jednak w ciągu 6 miesięcy nie udało się osiągnąć porozumienia, liderka Frontu Narodowego zapowiedziała przeprowadzenie referendum w sprawie Frexitu. Marine Le Pen jest zdania, że Unia Europejska rozsadzana przez siły odśrodkowe wkrótce zniknie niejako sama z siebie, co uczyni Frexit zbędnym. Zgodnie z tą logiką Le Pen traktuje wybory we Francji jako kolejny krok ku zbuntowaniu się europejskich społeczeństw.

Mélenchon również opiera swój program wobec Europy na dwóch scenariuszach. Pierwszy zakłada renegocjację traktatów europejskich, jednak warunki konieczne , które Unia musiałaby spełnić, aby Francja w niej pozostała podnoszą poprzeczkę tak wysoko, że plan B, czyli wyjście z Unii, wydaje się być prawdopodobnym scenariuszem. Kandydat Frontu Lewicy proponuje między innymi położenie kresu dumpingowi wewnątrz Unii poprzez odgórne wprowadzenie harmonizacji socjalnej i fiskalnej i „solidarnego protekcjonizmu” poprzez dopuszczenie pomocy państwowej dla sektorów strategicznych czy obniżenie odsetek, rozłożenie w czasie i częściowe umorzenie długów zadłużonych państw członkowskich. Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, Mélenchon zapowiada wprowadzenie planu B: stopniowego wychodzenia Francji z Unii Europejskiej.


François Fillon, Republikanie. Wikimedia Commons


François Fillon jest przeciwnikiem unijnego federalizmu przywiązanym do idei państw narodowych. Na piedestale stawia francuską suwerenność i opowiada się za zmniejszaniem kompetencji instytucji unijnych, postulując powrót kluczowych kompetencji do rządów narodowych. Jednocześnie Fillon jest zwolennikiem Europy silniej zintegrowanej, zwłaszcza w sferze ekonomicznej, w ramach państw strefy euro. Kandydat republikanów chce też renegocjować umowę o strefie Schengen. Jako priorytet wymienia wzmocnienie kontroli granic zewnętrznych w obliczu presji migracyjnej. W przypadku niewypełniania przez państwa członkowskie swoich zobowiązań, w wizji Fillona groziłoby im zawieszenie członkostwa w strefie Schengen. Fillon chce utrzymać dobre stosunki z Niemcami, uważa jednak, że Francja powinna odzyskać moc decyzyjną w Unii Europejskiej zdominowanej obecnie przez Niemcy.

Najbardziej euroentuzjastyczny jest Emmanuel Macron, który uważa wręcz, że suwerenność Francji zależy od siły Europy, a osłabianie Unii Europejskiej pozostawi Francję osamotnioną wobec współczesnych zagrożeń. Jako jedyny kandydat opowiedział się wprost za Europą bardziej sfederalizowaną, choć dostrzega on potrzebę jej reformowania. W swoim programie europejskim podkreśla chęć ograniczenia „dumpingu socjalnego” w ramach Unii, choć jego postulaty są mniej radykalne niż Mélenchona. Jednocześnie domaga się ustanowienia minimalnego zestawu praw socjalnych w sferach takich jak edukacja, ochrona zdrowia, świadczenia dla bezrobotnych i płaca minimalna, podkreślając przy tym konieczność wzięcia pod uwagę nierównego rozwoju państw członkowskich. Symboliczne jest akcentowanie przez Macrona znaczenia programu Erasmus, który chciałby rozszerzyć, aby proeuropejsko edukować młodzież.

Wybory we Francji a sprawa polska

Skrajnie różne wizje Europy mogą okazać się brzemienne w skutkach zarówno dla przyszłości Unii Europejskiej, jak i dla polskiej racji stanu.

Marine Le Pen opowiada się stanowczo przeciwko delokalizacji francuskiego przemysłu do krajów o ‘niższych kosztach pracy’, stawiając za przykład fabrykę Whirlpool, która zostanie prawdopodobnie przeniesiona z Amiens do Polski. Tematyka “dumpingu socjalnego” w Unii była zresztą wielokrotnie podejmowana w kampanii w świetle krytyki tzw.dyrektywy Bolkesteina, która liberalizuje rynek usług, umożliwiając delegowanie pracowników do innego kraju Unii firmom zagranicznym. Korzysta z tego mechanizmu wiele polskich firm transportowych i budowlanych. Wobec zagrożenia przysłowiowego “polskiego hydraulika”, troje kandydatów opowiedziało się za ograniczeniem lub wręcz zniesieniem tej dyrektywy. Jedynie Emmanuel Macron zwracając uwagę na konieczność kontroli “dumpingu socjalnego” i przeciwdziałanie praktykom nielegalnym podkreślił przytomnie, że firmy francuskie również korzystają z tego mechanizmu delegując nota bene więcej pracowników do innych państw członkowskich niż one do Francji.


Marine Le Pen, Front Narodowy, Wikimedia Commons 


Jednocześnie kandydatka FN przychylnym okiem spogląda na władze w Polsce, stawiając je za wzór w kwestii sceptycznego podejścia do waluty europejskiej czy odmowy przyjęcia uchodźców. Mimo wielu punktów stycznych, zwłaszcza w sferze retoryki, polskie władze stanowczo odcięły się jednak od możliwości współpracy z Le Pen na rzecz osłabienia lub wręcz rozbicia UE. Jednak zwycięstwo tej radykalnej eurosceptyczki w wyborach oznaczałoby prawdopodobnie Frexit, czyli początek końca Unii. Dość duże wydaje się także prawdopodobieństwo opuszczenia Unii po wygranej w wyborach Jeana-Luca Mélenchona. W tym kontekście oboje kandydatów stanowi pewne zagrożenie dla Polski.

Postulat poszanowania państw narodowych Fillona wydaje się zgodny z obecną linią polityki zagranicznej, jaką stara się wypracować Prawo i Sprawiedliwość. Z drugiej jednak strony chęć tworzenia unii w Unii, a więc przyśpieszenia integracji między państwami strefy euro, to zapowiedź negatywnego dla Polski scenariusza Unii dwóch prędkości. Federalista Macron, wydaje się najbardziej sprzyjać polskiej racji stanu. Jest jednak pewne “ale”; Macron uważa przyjmowanie uchodźców za moralny, niepodlegający dyskusji obowiązek. Mówi o Europie wspólnej dyplomacji i obronności, która powinna się oprzeć głównie na grupie państw gotowych do obrony wspólnej linii dyplomatycznej. Macron czyni tu jasną aluzję do państw środkowoeuropejskich, które odmówiły w 2015 roku wzięcia udziału w pomocy i relokacji uchodźców.

Oprócz skrajnie różnych wizji Europy, uwagę z punktu widzenia polskiej racji stanu przykuwa też stosunek kandydatów do NATO i polityki Władimira Putina.


Jean-Luc Mélenchon, Front Lewicy. Wikimedia Commons 


Zarówno Marine Le Pen, jak i Jean-Luc Mélenchon, chociaż z różnych przyczyn, krytykują NATO. Uciekając się do podobnej jak Trump retoryki, Marine Le Pen twierdzi, że jest to struktura przestarzała, która powstała, aby bronić Zachodu przez Związkiem Radzieckim, a więc skoro ZSRR upadł, nie ma przesłanek dla istnienia NATO. Tak jak dla Le Pen, NATO jest dla Mélenchona narzędziem utrzymania amerykańskiej dominacji na świecie. Mélenchon jest antymilitarystą. Wskazując, że NATO jest dzisiaj często agresorem, opowiada się za położeniem kresu wojnom i interwencjom sił francuskich poza granicami kraju, z wyjątkiem operacji ONZ. Mélenchon jest też przeciwko obronności europejskiej, powiedział nawet, że ”Europa obronności to Europa wojny”.

Troje z czwórki czołowych kandydatów w mniej lub bardziej jednoznaczny sposób opowiada się za złagodzeniem polityki Francji wobec Putina. Najbardziej radykalna jest Marine Le Pen, która zamierza zastąpić Sojusz Północnoatlantycki ogólnoeuropejskim porozumieniem z Rosją i jest oficjalną zwolenniczką Putina w Europie. Tajemnicą poliszynela są finansowe związki Frontu Narodowego z Kremlem, związane z Putinem banki udzieliły tej partii pożyczki w wysokości 9 milionów euro. Zdjęcia kandydatki FN z Władimirem Putinem, z którym spotkała się w zeszłym tygodniu w Moskwie, pokazały wszystkie francuskie media. Równie kontrowersyjne jest jej stanowisko w kwestiach Europy Środkowo-Wschodniej. Uważa ona, że tylko ścisła współpraca z Rosją może pomóc rozwiązać kryzys na Ukrainie i uznaje aneksję Krymu za legalną. Zdecydowanie sprzeciwia się też wzmocnieniu wschodniej flanki NATO, uznając obecność wojsk sojuszu na terytorium państw byłego Układu Warszawskiego za prowokację wobec Moskwy.

Mélenchon pozostaje wierny tradycji francuskich rewolucjonistów i komunistów, co przekłada się na pewną fascynację Rosją. Uważa Ukrainę i Europę Środkowo-Wschodnią za naturalną strefę wpływów Kremla, a wojnę na Ukrainie za wynik prowokacji CIA i rządu w Kijowie. W czasie wystąpień telewizyjnych zaproponował wręcz renegocjacje wszystkich granic na wschód od Odry i Nysy, których dzisiejszy kształt jest podobno przyczyną konfliktów. Z punktu widzenia Warszawy stosunek do Rosji tej dwójki kandydatów jest najbardziej niebezpieczny, a uzależnienie finansowe od Kremla Marine Le Pen może skutkować jej utratą samodzielności jako prezydenta.

Z powodu pewnej sympatii do Rosji, dystans w stosunku do rozwoju wschodniej flanki reprezentuje także Fillon. Krytykuje on również sankcje unijne wobec Rosji za ich nieefektywność i eskalację konfliktu na linii Bruksela – Kreml. Powołując się na interesy Francji, uważa Rosję za gracza, z którym trzeba się liczyć i podjąć współpracę, choć daleko mu do entuzjazmu Marine Le Pen. Zdaniem Fillona współpraca z Rosją Putina i Syrią Asada ma pomóc w wyeliminowaniu większego zagrożenia, którym jest ISIS.

Najmniej prorosyjski jest lider En Marche!, Emmanuel Macron. Zauważa on co prawda konieczność kontynuowania dialogu z Rosją Putina, ale w jego opinii nałożone dotąd sankcje będą konieczne, dopóki nie będą respektowane porozumienia z Mińska w kwestii ukraińskiej. Jednocześnie Macron zdradza ogólną gotowość do prowadzenia dialogu z państwami, którym daleko do przestrzegania standardów demokratycznych i praw człowieka wśród których wymienia Rosję. Wybór Macrona wydaje się w tym kontekście najbezpieczniejszy dla polskiej racji stanu.

Oczy całego świata zwrócone na Francję

Na ile ważne są te wybory świadczy fakt, że w raporcie amerykańskiego wywiadu padło ostrzeżenie, że Putin „wykorzysta to, czego się nauczył w czasie kampanii wymierzonej w amerykańskie wybory, aby w przyszłości dalej wpływać na USA oraz kraje na całym świecie, w tym na amerykańskich sojuszników”, wśród których wymieniono Francję. Francuscy politycy przyznają, że zagrożenie jest realne.

Dlaczego te wybory są takie ważne? W kampanii wyborczej pojawiają się silne głosy przeciwko Unii Europejskiej, a także wspólnej walucie, które znajdują spory odzew w stosunkowo dużej części elektoratu. Francja to jeden z głównych filarów, na których opiera się idea integracji europejskiej i wystąpienie Paryża z tego procesu mogłoby oznaczać koniec euro oraz wspólnoty europejskiej. Wiele uwagi poświęca się także kwestiom imigracji oraz nośnej tematyce radykalnego islamizmu i terroryzmu oraz związanych z nimi zagrożeń.

Ważą się więc nie tylko losy Unii Europejskiej, ale w ogóle dwóch koncepcji rozwoju demokracji, z których ścieraniem się mamy dziś do czynienia: koncepcja świata otwartego, różnorodnego, tolerancyjnego, solidarnego i świata zamkniętego, skupionego na obronie swojej wąsko pojętej tożsamości, stygmatyzującego wszystko, co inne, koncepcja przyszłości pokojowego współistnienia mimo odmienności i przyszłości wojen ideologicznych, koncepcja wreszcie retoryki optymizmu, nadziei, solidarności i retoryki strachu, katastrofizmu, braku empatii.

Wybierzcie dobrze, francuscy przyjaciele! Et… vive la France!

Natasza Quelvennec


Fot. Krysia Kierebinski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.