web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Czego uczy nas terror

Krysia Kierebinski


Fot. Tanja Wikholm

Sztokholm – „dzień po”. Tej soboty nocne kluby i dyskoteki były nie tylko otwarte, ale wręcz zrezygnowały z opłaty za wstęp. Tak aby jak najwięcej osób mogło odreagować traumę i jednocześnie potwierdzić to, co kilka godzin temu mówili przedstawiciele rodziny królewskiej, premier i zwykli mieszkańcy: „Nie pokonacie nas, Sztokholm był, jest i będzie miastem wolnym, otwartym”.

Sztokholm to moje miasto. Nie tylko dlatego, że mieszkam tu od ponad 30 lat. Moje jest także dlatego, że jego swoboda, otwartość są w harmonii z tym jak sama chcę żyć.

O piątkowym zamachu dowiedziałam się poprzez aplikację jednej ze stacji tv. Byłam w domu, szybko włączyłam telewizor. Minęło może 20 minut od momentu kiedy skradziona ciężarówka, rozjechawszy tłum, uderzyła w witrynę domu handlowego w centrum miasta.

Dziennikarze, widocznie skonsternowani, starali się przekazywać rozwój wydarzeń. Musiałam przerwać oglądanie i wyjść. Dziwne uczucie. Piątek po południu, ulice pełne ludzi i wszyscy rozmawiają przez telefon, na jeden temat. Było spokojnie ale uważnie przyglądałam się każdemu mijającemu mnie samochodowi w obawie, że kierowca otworzy ogień. To chyba normalna reakcja. Moi znajomi później powiedzieli mi, że zachowywali się podobnie. Tym bardziej, że poszła plotka, iż prócz zabójczego rajdu ciężarówki, na mieście była strzelanina a sprawców nadal szukano.

Pierwszym naszym uczuciem był gniew. Kto śmie zamachnąć się na nasze miasto?! Potem przyszedł strach – Jak to dalej będzie? Mamy się teraz oglądać za siebie idąc do pracy, do szkoły czy na zakupy?

Ściganie zamachowca wymagało szczególnych środków. Zamknięto metro, stanęła cała komunikacja miejska, odwołano wszystkie pociągi. Tysiące mieszkańców Sztokholmu udało się po pracy w pieszą wędrówkę do domu, często na dalekich przedmieściach. Szczęśliwcy, którzy mieli samochód pod ręką stali w korkach. Potwierdzono, że zginęły cztery osoby, 15 jest w szpitalu.

Resztę piątkowego wieczoru spędziłam przed telewizorem, jednocześnie śledząc facebook i twitter. Byłam jakby w dwóch światach; podczas gdy w telewizji publicznej wypowiadali się politycy, policja i specjaliści, media społecznościowe były nurtem gdzie na zamach reagowali zwykli ludzie. A ci natychmiast utworzyli grupę #openstockholm gdzie szybko napływały zaproszenia na nocleg dla tych, którzy mieszkali daleko, propozycje pomocy w odebraniu dzieci z przeszkola czy podwiezienia. Zamiast koncentrować się na nienawiści ludzie otwierali serca, szeroko, bez wielkich słów i w sposób bardzo praktyczny, po szwedzku.


Mimo zaleceń policji, by powstrzymać się od odwiedzania centrum miasta, ludzie tłumnie wyszli na sobotni spacer. Fot. Krysia Kierebinski


Dużo mówiło się w mediach, że w sobotę, „dzień po”, miasto nie będzie już takie samo, że ten akt terroru może wpłynąć na zmianę zachowań ludzi, całej atmosfery miasta. Poszłam to zobaczyć. Flagi do połowy masztu, i wszędzie pełno ludzi. Najwięcej w okolicy miejsca tragedii. Przebudowa, która tam trwa i ustawione ogrodzenie stworzyły naturalny stelaż dla przynoszonych kwiatów. Szybko rosła kolorowa ściana z róż, tulipanów, szwedzkich flag. Wokół utworzył się cichy tłum, który trwał tam cały dzień, do wieczora. Na okolicznych ulicach było gwarno, ludzie szukali bliskości.

Tej soboty nocne kluby i dyskoteki były nie tylko otwarte, ale wręcz zrezygnowały z opłaty za wstęp. Aby jak najwięcej osób mogło odreagować traumę i jednocześnie potwierdzić to, co kilka godzin temu mówili przedstawiciele rodziny królewskiej, premier i inne ważne osobistości: „Nie pokonacie nas, Sztokholm był, jest i będzie miastem wolnym, otwartym”.


W sobotę wieczorem. Fot. Krysia Kierebinski


Równolegle ze społeczną potrzebą zamanifestowania wolności i determinacji podtrzymania stylu życia, toczą się dyskusje wokół zmian, jakie powinny nastąpić, by ten styl życia mógł trwać. Już wiadomo, że się nie da, że musi być większa kontrola ze strony państwa i jego instytucji; kamery, nowe zamki w ciężarówkach, dokumenty na granicy, większa infiltracja środowisk podejrzewanych o ekstremizm.

Oczywiście nie brakuje głosów obawy, czy aby zamach nie jest ceną za zbytnią otwartość Szwecji na uchodźców i imigrantów. Nie trzeba długo szukać, by znaleźć wypowiedzi, z których płynie przesłanie: – Tak hojnie ich przyjmowaliście, to teraz macie!

W dzisiejszym wydaniu gazety „Dagens Nyheter” ukazał się tekst czołowego szwedzkiego publicysty Macieja Zaremby pt. „To od nas zależy dalsza wiara w drugiego człowieka” (Det är upp till oss att bevara tilliten), który szybko podbił Internet. Jak zawsze konkretnie i w punkt. Oto fragmenty:

W ostatnich tygodniach opublikowano raport, który powinien znaleźć się na pierwszych stronach. Podaje on, że Francuzi mniej obawiają się muzułmanów dziś niż miało to miejsce przed atakiem na Charlie Hebdo, Bataclan i promenadę w Nicei. To Instytut naukowy Commission nationale consultative des droits de l’homme (CNCDH) zmierzył zaawansowanymi metodami poziom tolerancji lub strachu wobec cudzoziemców i poziom rasizmu.
Według raportu, w porównaniu z rokiem 2013, o 20 procent mniej ankietowanych uważa, że imigrantów jest za dużo i że noszenie przez kobiety chusty jest problemem społecznym. Liczba gróźb i ataków wobec muzułmanów zmniejszyła się o połowę. W ciągu roku 2014 akceptacja dla muzułmanów wzrosła o 10 procent. Coraz więcej – aż 80 procent ankietowanych – odpowiada, że ”są oni Francuzami jak inni”. Zmiana jest najbardziej widoczna wśród ludzi młodych.
Biorąc pod uwagę tragedie, które były udziałem Francji, wynik jest zaskakujący, na granicy niewiarygodnego. A może jest to forma oporu? Wydaje się także, że nawet część ksenofobów przejrzała plan islamistów i odmawia grania przypisanej im roli w upadku świata zachodniego. Może to oznaczać, że zamachy zaczynają mieć odwrotny efekt.
Pisałem wcześniej, że islamiści nie rozumieją swoich przeciwników. Mam na myśli, że oni nie rozumieją Europy. W ich zakresie pojmowania nie ma miejsca na społeczeństwo, które nie mając odpowiedzi na wiele pytań, jednocześnie jest tak silne. Że ludzie, którzy nie wierzą w piekło, mogą się zachowywać tak, jakby ono istniało, że odrzucając święte nakazy, skupiają się wokół czegoś, co jest święte dla nich, że potępiając islamizm, chcą żyć w zgodzie z muzułmanami.
Najbardziej zaskakuje we francuskim badaniu (które trwało od 1990) to, że nie widać w nim automatycznych związków miedzy zamachami terrorystycznymi a niechęcią do cudzoziemców. Po ataku na World Trade Center tolerancja wobec muzułmanów wręcz wzrosła.
To, co natomiast odgrywa wielką rolę, to stanowisko jakie politycy, media i inne autorytety zajmują wobec wydarzeń oraz jak wypowiadają się na temat imigrantów i wielokulturowości. Jeśli dobrze to odczytuję, naukowcy dochodzą do wniosku, że Marine le Pen stanowi większe zagrożenie dla społeczeństwa francuskiego niż zamachowcy-samobójcy.

(…)

Potrzebne były stulecia względnej równości i działań prawnych, by zbudować tę wyjątkową wiarę w drugiego człowieka, która czyni kraje nordyckie takim wolnym, pokojowym i bezpiecznym miejscem na świecie. Zniszczenie tego może być bardzo szybkie. To zależy od nas. Terroryści chcą zabijać ludzi i wysadzać budynki w powietrze. Ale nasze społeczeństwa możemy zniszczyć tylko my sami.

Dziś, dwa dni po zamachu, w Sztokholmie będzie miała miejsce wielka manifestacja jedności wobec terroru i wszystkiego co on oznacza. Z piątkowych zakupów cztery osoby nigdy nie wrócą do domu. Dla wielu życie nigdy nie będzie już takie samo. W tej tragedii mieszkańcy Sztokholmu dowiedzieli się czegoś ważnego o sobie. Najkrócej może to podsumować pewien wpis na Twitterze: „Zamiast się modlić – myśl. I działaj”. Wszystko przed nami.

Tekst i tłumaczenie Krysia Kierebinski


To dopiero początek, samochody policyjne tonęły w kwiatach. Ogromna wdzięczność dla policji. Fot. Krysia Kierebinski

2 comments on “Czego uczy nas terror

  1. Andrzej Muras
    9 kwietnia 2017

    „Ale nasze społeczeństwa możemy zniszczyć tylko my sami.” I my sami, nikt inny możemy je ochronić. A ważną do tego bronią jest powstrzymanie się od wzajemnej nienawiści. Różnijmy się, kłóćmy o sprawy, ale darzmy się wzajemnym szacunkiem. My wszyscy, mieszkańcy planety Ziemi.

  2. alice
    21 kwietnia 2017

    Kocham Sztokholm -„miasto wolne i otwarte”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.