web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Zmyślone fakty i bezmyślne powielanie

Gabriele Lesser

POLSKA. PROPAGANDOWA NAGONKA NA UCHODŹCÓW


Jacek Kurski, fot. Kuba Atys, Agencja Gazeta


Nieprawdziwe informacje (ang. fake news) są w Polsce praktycznie nie do odróżnienia od informacji wiarygodnych: „Rak piersi – jeśli mężczyzna używa prezerwatywy!”, czy absolutny klasyk: „Smoleńsk 2010 – rosyjski zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego!”. Problem polega na tym, że to nie anonimowi trolle puszczają w świat takie „pseudowiadomości”, a politycy bądź doradcy narodowo-populistycznej partii PiS. Niesprawdzone fałszywe newsy są później rozprowadzane przez wielu dziennikarzy, a nawet agencje prasowe budują na nich swoje doniesienia.

Jednym z pierwszych kroków PiS po dojściu do władzy było – jak wiadomo – uchwalenie ustawy o mediach publicznych, której bezpośrednim efektem było całkowite podporządkowanie TVP i Polskiego Radia partyjnej polityce PiS. Od tego momentu co bardziej inteligentni widzowie czują się mocno zniesmaczeni rozmiarami zideologizowania i poziomem partyjnie sterowanych audycji i manipulacji medialnych.

Mimo to telewizja i radio pozostają najpopularniejszymi mediami w Polsce. Tymczasem nakłady gazet codziennych maleją od lat. Dzisiaj, w ponad 38-milionowym kraju, liczba regularnie czytających jakikolwiek ogólnopolski dziennik nie sięga nawet miliona. Jednocześnie, zamiast inwestować w jakość sprawozdań prasowych, redakcje redukują liczbę zagranicznych korespondentów do minimum, najczęściej ograniczając ją do trzech wysłanników: w Waszyngtonie, Moskwie i Brukseli. Starsi, doświadczeni, wysoko wykwalifikowani redaktorzy zwalniani są z pracy tylko po to, żeby na ich miejsce zatrudniać młodych, choć niedoświadczonych ludzi – za mniejsze pieniądze. Efektem takiej polityki kadrowej jest coraz niższy poziom relacji prasowych, które coraz częściej stawiają na tanią sensację i coraz rzadziej mają naprawdę coś wspólnego z rzeczywistością. Zamiast samemu zbierać materiały do artykułu na miejscu zdarzenia, redakcje zadowalają się wywiadami ze świadkami bądź ekspertami, których wiarygodność nader często pozostawia wiele do życzenia.


„Medium”, Krysia Kierebinski, licencja CC-BY-NC-ND 


Dla przykładu, w połowie zeszłego roku ukazał się w „Dzienniku. Gazecie Prawnej” [z 7 lipca 2016 r. – przyp. tłum] sensacyjny wywiad z niejaką panią Mayą Paczesny, która twierdziła, że wioska Rupprechtstegen w Górnej Bawarii z powodu przyjęcia uchodźców przekształciła się „z raju wprost w wysypisko śmieci”. Pani Paczesny, będąca jakoby właścicielką „przepięknego hotelu”, z całą powagą twierdziła, że „brudni i kradnący uciekinierzy” stoją teraz naprzeciwko rdzennych Niemców, którzy „byli tak dumni z nazistowskiej przeszłości swoich ojców i dziadów” – a ona sama ze strachu przed potencjalnymi podpalaczami nie może już w ogóle spać. Z wywiadu wynikało dalej, że pani Paczesny ze strachu odsprzedała hotel niemieckiemu państwu, planującemu urządzić tam następny obóz dla uchodźców, a sama w te pędy uciekła do Polski – kraju „bez muzułmańskich uciekinierów” i „bez dumnych ze swojej przeszłości niemieckich nazistów”. Wywiad odbił się w Polsce szerokim echem w mediach, gdyż oto naoczny świadek zdawał się potwierdzać wszystkie szerzone przez Kaczyńskiego w czasie kampanii wyborczej zarzuty – zdawało się, że tylko Kaczyński i PiS mogli „uchronić Polaków przed morderczym zagrożeniem” ze strony uchodźców „roznoszących śmiertelne choroby”…

Ewa Wanat, była redaktor naczelna stacji TOK FM i RDC, która dzięki stypendium Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej pisała książkę o współżyciu Niemców z uchodźcami i imigrantami, nie uwierzyła w to, co przeczytała. Postanowiła sama dowiedzieć się prawdy, na miejscu, w Rupprechtstegen. Wanat rozmawiała z dziesiątkami uciekinierów i miejscowymi, obejrzała „przepiękny hotel”, a nawet staw, z którego uchodźcy ponoć ukradli wszystkie pstrągi… Cóż, można się domyślać, że kompletnie nic z wywiadu pani Paczesny nie odpowiadało faktom – czyli temu, co pani Wanat zastała na miejscu w górnobawarskiej wiosce. Nikogo chyba nie dziwi, że po pierwszej próbie skontaktowania się zarówno pani Paczesny, jak i przeprowadzająca z nią „wywiad” redaktorka przestały odbierać telefony i reagować na jakiekolwiek dalsze próby kontaktu.

Po tym, jak w „Tygodniku Powszechnym” ukazał się obszerny reportaż Ewy Wanat pt. „Uchodźcy z niemieckiego raju” [nr 48 z 27 listopada 2016 r. – przyp. tłum], rozgorzała gorąca dyskusja na temat prawdy i kłamstwa, na temat tego, czy istnieje „prawo do własnej perspektywy”, oraz w najważniejszej kwestii: czy dziennikarze „naprawdę mają obowiązek sprawdzać wiarygodność swoich rozmówców”. Co prawda początkowo jednomyślna odpowiedź brzmiała, że nie ma takiego obowiązku – jednak po pewnym czasie niektórzy dziennikarze, np. Konrad Piasecki, dziennikarz radiowy i telewizyjny, zmienili swoje zdanie.

Wywiad z panią Paczesny jest tylko jednym z wielu przykładów. Jedyną nadzwyczajną rzeczą w całej tej historii jest fakt, że ktoś w ogóle zadał sobie tyle trudu, aby sprawdzić rzetelność podanych w wywiadzie informacji. Na szczęście istnieją jeszcze portale internetowe, takie jak oko.press, których dziennikarze postawili sobie za cel dochodzenie do prawdy i wykonywanie tej pracy, z której coraz więcej redakcji rezygnuje.

Tłum. Ignaz Wróbel

Źródło Ungeprüft übernommen. Hetze gegen Geflüchtete in Polen, taz.de, 24.02.2017



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.