web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

W ciemnościach „naszej kultury” (2)

Marzanna Die, Kolonia


Fot. Shazron, Flickr


Jak często słyszę, z jaką pogardą żyjący tutaj Polacy wyrażają się o Niemcach? Jak często widzę, że mieszkający tu Polacy absolutnie się nie integrują, tylko żyją we własnym, odciętym od reszty społeczeństwa gronie, tworząc własną subkulturę?

W pierwszej części już wyraziłam swoje poglądy na temat życia wśród ludzi z różnych kręgów kulturowych. Istnieje mnóstwo sytuacji, które mogłabym opisać i które świadczą o tym, że między „nami” i „nimi” nie ma wielu różnic. Większość ludzi chce tylko normalnego życia, pracy, rodziny.

Koleżanka z pracy, Turczynka, urodziła niedawno dziecko. Mimo że obecnie jest na urlopie macierzyńskim i na dworze jest zimno, opakowała cieplutko maluszka i przyjechała do firmy, żeby nas odwiedzić. Dumna, młoda mama, która chce dzielić swoje szczęście z całym światem – wydaje się to państwu znane? Tak, dokładnie tak samo my robimy, pokazujemy wszystkim: popatrzcie, to jest mój ukochany maluszek.

Po stresowym dniu pracy, pełnym meetingów, prezentacji, może nawet kłopotów z szefem, jadę do domu. Często zatrzymuję się przy jarzyniaku, żeby kupić coś świeżego. Trochę owoców i warzyw. Ten sklepik, w którym chętnie robię zakupy, prowadzony jest przez małżeństwo z Iraku. Zawsze mają ładne i świeże warzywa oraz czas na krótką pogawędkę. „Aslama“, „Jak się pani czuje?“, „Mężowi już lepiej?“ – nie pytają o dzieci, bo wiedzą, że ich nie mam. Zawsze mogę pożalić się na szefa, a na do widzenia usłyszę słowa otuchy. Żona właściciela za każdym razem pakuje mi na drogę kilka ciastek domowego wypieku – „shukran“, mówię i „ma as salaama“. Czym to się różni od zakupów u Polaka czy Niemca? No chyba tym, że Polacy i Niemcy nie są tacy mili.


Fot. Holger Ellgaard, Wikimedia Commons 


Krótko po tym, jak zaczął się kryzys z uchodźcami (swoją drogą, nie lubię tej zbitki: kryzys i uchodźcy) koleżanka z pracy zadała pytanie: co moglibyśmy my, zwyczajni ludzie, zrobić, żeby jakoś pomóc? Właśnie to było fascynujące. Nie pomyślała w pierwszej chwili: o rety, to teraz przyjedzie do kraju tylu obcokrajowców, terrorystów, którzy wcale do nas nie pasują. Nie, jej pierwszą myślą było, jak można pomóc. Błyskawicznie zorganizowaliśmy w pracy akcję wsparcia rzeczowego. Kierownictwo firmy dołączyło się, zapewniając wsparcie finansowe w sprawach logistyki. Każdy przyniósł, co mógł: ciuchy albo rzeczy gospodarstwa domowego, a firma zorganizowała transport do placówek i organizacji, które zajmują się opieką nad uchodźcami. Zebraliśmy sporo rzeczy – tak też można myśleć i robić.

Owszem, istnieją także ciemne strony takiego współistnienia: przestępczość, ekstremiści religijni, ludzie, którzy się absolutnie nie chcą integrować, ale czy ta mniejszość – bo to jest tylko mniejszość – jest reprezentatywna dla całych narodów? Moja odpowiedź brzmi: NIE. Przyjechałam do Niemiec przed trzydziestoma laty i doświadczyłam tutaj czasów, kiedy Polskę postrzegano jako kraj zacofany i uważano, że Polacy potrafią jedynie kraść samochody. Powiedzenie: „Kaum gestohlen – schon in Polen” (dopiero co ukradziony, a już w Polsce) słyszało się na każdym kroku. No i co? Czy dlatego nie byłam przez Niemców szanowana? – nie, byłam szanowana jak każdy normalny człowiek, bo tutaj zdecydowana większość społeczeństwa nie generalizuje. Zostałam przyjęta do tego społeczeństwa i miałam szansę pokazać, jakim jestem człowiekiem.

Gdy patrzę na dzisiejszą sytuację w Polsce, to zaczynam się powoli bać. Mój mąż jest Niemcem. Zawsze chętnie jeździł ze mną do Polski, pokochał ludzi i kraj, poznał i docenił polską kulturę i sztukę. Dzisiaj nie pojechałabym z mężem do Polski, bo muszę się niestety obawiać, iż tylko sam fakt, że rozmawiamy ze sobą po niemiecku, mógłby się stać zagrożeniem dla nas obojga. Większość Polaków jest przeciwko przyjmowaniu uchodźców i w ogóle nastawiona nieprzyjaźnie do cudzoziemców.



Trzeba to sobie wyraźnie uświadomić – kraj, z którego jeszcze niedawno tylu ludzi uciekało, udawało się na emigrację, nie chce teraz przyjmować innych ludzi, którzy szukają pomocy. Wstydzę się za moich rodaków. Gdy na dodatek widzę, jak Polacy zachowują się zagranicą, to mnie szlag trafia. Jak często obserwuję, że wielu Polaków mieszkających w Niemczech patrzy tylko, skąd jeszcze można wziąć pieniądze, jakie jeszcze dopłaty i zapomogi wykorzystać, bez chęci zrobienia czegokolwiek dla kraju gościnnego? Jak często słyszę, z jaką pogardą żyjący tutaj Polacy wyrażają się o Niemcach? Jak często widzę, że mieszkający tu Polacy absolutnie się nie integrują, tylko żyją we własnym, odciętym od reszty społeczeństwa gronie, tworząc własną subkulturę? Zbyt często! I ci ludzie chcą mi mówić, jak uchodźcy czy cudzoziemcy powinni się zachowywać? Nie, od takich ludzi nie potrzebuję pouczeń, takimi ludźmi pogardzam, także wtedy, gdy są moimi rodakami.

Kiedyś przeczytałam piękne zdanie: „Obcy jest przyjacielem, którego tylko musisz poznać” – to jest prawidłowa i także moja postawa.

Marzanna Die, 18.02.2017

Niemiecka wersja tekstu: Wir und Die – Teil 2

 

3 comments on “W ciemnościach „naszej kultury” (2)

  1. Pingback: Wir und Die – Teil 2 – Gedanken über… Myśli o…

  2. ewunia
    22 lutego 2017

    Tak powinniśmy podchodzić do tych problemów, zamiast się zamykać na wszystko co inne.

  3. Jolka
    22 lutego 2017

    Myślę, że z tym, że bałabyś się pojechać do Polski ze swoim mężem to trochę przesadziłaś. Tam nie lubią ludzi islamistów a nie wszystkich obcokrajowców. Ja też mam męża Niemca i co roku jesteśmy w Polsce. Jest bardzo dobrze przez wszystkich przyjmowany. Tak samo maż mojej córki- Holender.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 19 lutego 2017 by in FB, INNY, CZYLI BLIŹNI, MOIM ZDANIEM and tagged , , , , , , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.