web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

„Dobra zmiana” za burtą?

Bartosz Hlebowicz

bez skrupulow, logo

EUROPA WEDŁUG WŁOCHÓW

No i stało się to, co musiało – i powinno było – się stać. Angela Merkel i inni przywódcy najważniejszych krajów w Unii Europejskiej ogłosili, że podejmą prace nad sformalizowaniem „Europy dwóch prędkości”.

 – Ostatnie lata nauczyły nas, że istnieje Europa różnych prędkości i że nie wszyscy uczestniczą w poszczególnych etapach europejskiej integracji – powiedziała kanclerka Niemiec. Chce, żeby jej deklaracja stała się częścią ustaleń przyszłego szczytu Unii Europejskiej, który odbędzie się 25 marca w Rzymie, w 60 rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich.

To właśnie gospodarze przyszłego szczytu, którym coraz bardziej doskwiera rola dźwigających największy ciężar odpowiedzialności za Europę, od dłuższego czasu mówili o „Europie różnych prędkości” i konieczności zmiany reguł gry.

 – Włochy od zawsze były wśród państw podejmujących inicjatywę w Europie. Zresztą ostatni szczyt na Malcie zdominowały kwestie przez nas podnoszone: od Libii po napływ migrantów – mówi w wywiadzie dla „La Repubblica” Sandro Gozi, podsekretarz w rządzie włoskim odpowiedzialny za sprawy europejskie. – Problemem jest nie bycie wśród czołowych państw Unii, ale istnienie państw, które boją się reformowania Europy. Chcemy bardziej zwartej Europy, skrojonej na miarę państw, które gotowe są odważyć się na więcej. Europy, które odpowie na strachy, egoizmy i veta: zwiększoną ochroną, mocniejszym włączeniem i solidarnością. Projekt nikogo nie wyklucza, jest otwarty dla wszystkich. Ale na pewno nie możemy zgodzić się, żeby veto jednego – któregokolwiek – państwa blokowało wszystkie pozostałe.

Unia – ujmuje metaforycznie Gozi – jest dla niektórych zbyt obcisłym strojem, dla innych zbyt obszernym. – Należy ją przerobić i zszyć na miarę różnych ambicji i dążeń politycznych.

Angelino Alfano, minister spraw zagranicznych, w liście do „Il Corriere della Sera” napisał:

– Różne prędkości [krajów europejskich] są już faktem. Rozmawiać należy nie o tym, „czy”, ale jak i w jakim czasie mamy sobie radzić z tym faktem (…). Skoro nie możemy iść wszyscy razem do przodu, wyjściem jest „zróżnicowana integracja”. Tylko w ten sposób każde państwo członkowskie będzie mogło znaleźć odpowiedni poziom integracji wewnątrz wspólnej ramy, respektując wolę swoich obywateli. Tylko w ten sposób będzie możliwe pogodzenie stanowiska tych, którzy pragną dalszej integracji z postawą tych, którzy wolą nie rezygnować z kolejnych elementów suwerenności narodowej.

Za gładkimi słowami włoskich polityków kryje się irytacja, że wspólnota europejska nie funkcjonuje, jak powinna i że nie wszystkim państwom członkowskim naprawdę na niej zależy. Były premier Włoch, Matteo Renzi, wielokrotnie jednoznacznie dawał do zrozumienia, że kraje Europy Wschodniej muszą zrozumieć, iż uczestnictwo w UE polega nie tylko na wspólnym braniu, ale i na wspólnym dawaniu. Głównym problemem – z punktu widzenia Włoch, które bardziej niż którekolwiek inne państwo europejskie poświęca się tej sprawie – była i jest niesolidarność takich państw jak Polska i Węgry w kwestii uchodźców.

Paolo Gentiloni, który w grudniu ubiegłego roku zastąpił Renziego na stanowisku premiera, kilka dni temu „zatłitował”:

 – Otwarte społeczeństwo, wieloraka tożsamość, żadnej dyskryminacji. To są wartości, w których Włochy są  zakotwiczone. To są też fundamenty Europy.

A Romano Prodi, cieszący się wielkim szacunkiem wśród Włochów były dwukrotny premier kraju i przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 1999–2004, w posunięciu niemieckiej kanclerz widzi właściwą reakcję na zagrożenie w postaci dwugłowej hydry Trump-Le Pen. Reakcję, na którą nie można już było dłużej czekać.

– Trump robi rewolucję, wprowadza zamęt, atakuje Niemcy i usiłuje oddzielić je od reszty Europy, zagraża bezpieczeństwu Europy – mówi Prodi w wywiadzie dla „La Repubblica”. – Le Pen nie może się doczekać śmierci Unii Europejskiej, a nawet i NATO. Stanęliśmy w obliczu podwójnego, skoordynowanego ataku: z zewnątrz i od środka. Trump i Le Pen są dwiema stronami tego samego zagrożenia: nie rozumiem, dlaczego jeszcze się nie pobrali.

Pani Beata Szydło (zaliczająca się zresztą do fanów amerykańskiej wersji „dobrej zmiany”), która występuje w roli premiera Polski, ponoć nie ma nic przeciwko oficjalnemu zaklepaniu roli Rzeczypospolitej jako zaplecza czy też ogona Europy.

I choć żelazna i zabójcza (by nie powiedzieć: samobójcza) logika polityki zagranicznej Wolski musi robić wrażenie, jedna kwestia wymaga pilnego wyjaśnienia: jeśli Włosi i Niemcy dopną swego, co poczną dwaj giganci europejskiego biznesu, Jarosław Kaczyński i jego przyjaciel Victor Orbán, kiedy już obydwaj wypadną za burtę? Dokąd będą się wyprawiać, by razem kraść konie?

 

Bartosz Hlebowicz, Florencja, 06.02.2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.