web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Mój białostocki Dzień Pamięci

Bartosz Hlebowicz

O MIEŚCIE WZNIESIONYM NA ZAPOMNIENIU

Brama do Getta, Białystok, ul. Kupiecka, obecnie I. Malmeda (własność zdjęcia – Jan Murawiejski, za: Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Izrael)


Bez takich dzieł jak relacja o zagładzie białostockich Żydów Rafaela Rajznera, gorzkim reportażu o wstydliwym obliczu Białegostoku autorstwa Marcina Kąckiego czy publikacji Tomasza Wiśniewskiego nie jest możliwa edukacja o współczesnej historii Białegostoku. Bez nich pozostaje nam tylko prymitywna ideologia dumy, chociaż cholera wie, z czego mielibyśmy być dumni. Z umiejętności zapadania w amnezję na kilka pokoleń?

Niedawno wdałem się w słowną jatkę  na facebooku z moimi lokalnymi rodakami, białostoczanami, której temat można ująć tak: „Oczernianie vs. Chwalenie Białegostoku”. Punktem wyjścia była decyzja nowego, prawicowego dyrektora białostockiego Teatru Dramatycznego o zdjęciu z afisza sztuki inspirowanej książkowym reportażem Marcina Kąckiego o naszym mieście. Marcin Kącki ukazał ponurą twarz Białegostoku, co bardzo nie spodobało się powierzchownym patriotom lokalnym.

Wielki apel o zablokowanie

Na przykład radny Krzysztof Stawnicki, dyrektor gminnego ośrodka kultury we wsi pod Białymstokiem, którego Partia wydelegowała do rady miejskiej na odcinek „kultura i promocja miasta”, argumentował w zeszłym roku:

– Nikomu nie jest potrzebna taka sztuka, o której będzie głośno w całym kraju i cały kraj będzie myślał o Białymstoku, że to jest miasto ksenofobiczne, że tutaj – za przeproszeniem w cudzysłowie – bije się Murzynów i innych. To nie tak. Ciężkie pieniądze wydajemy na promocję, jeździmy na różne targi, na różne biznesowe rzeczy. To na wizerunek dobrze nie wpłynie. Także wielki apel, aby w jakiś sposób zablokować tę sztukę. („Białostoccy radni PiS chcą zablokować premierę spektaklu”, „Gazeta Wyborcza” 22-06-2016).

A zatem bijmy, jeśli chcemy, ale nie mówmy, że bijemy, to wtedy będą o nas cieplej myśleć. A ciężkie pieniądze zamiast na walkę z ksenofobią przeznaczmy na propagandę, że ksenofobii nie ma. Tą samą linią myślową poszli moi facebookowi adwersarze. Dowodem ostatecznym, że nie mam podstaw źle mówić o Białymstoku miał być sondaż, z którego wynikało, że w Białymstoku dobrze się żyje. I jak tu rozmawiać?

Relacja z koszmaru

rajzner-losyMoże przypominając o historii, wcale nie tak dawnej. Ponieważ niedawno obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu (tzn. moi adwersarze chyba nie obchodzili, bo to kłóciłoby się z promocją miasta), a między 5 a 12 lutego 1943 r. naziści przeprowadzili pierwszy etap likwidacji białostockiego getta, warto przypomnieć kilka fragmentów z książki, której autor, Rafael Rajzner – jako jeden z nielicznych – przeżył Holocaust w Białymstoku. Losy nieopowiedziane. Zagłada Żydów białostockich 1939-1945 napisał po wojnie, w jidysz – a rzecz została opublikowana w… Australii, nakładem tamtejszego ziomkostwa Żydów białostockich. Polska wersja ukazała się dopiero w 2013 r., a więc równo siedemdziesiąt lat po Holokauście. Jest to drobiazgowa relacja z koszmaru, który spadł na połowę populacji Białegostoku. Większość z nas, białostoczan, musiała czekać siedemdziesiąt lat, żeby dowiedzieć się o naszych korzeniach, o ciężkim brzemieniu, które – chcemy czy nie – musimy dźwigać. Bez dzieła Rajznera i napisanej dwa lata później książki Kąckiego (który także wspomina o Losach nieopowiedzianych), a także np. publikacji Tomasza Wiśniewskiego, nie jest możliwa edukacja o współczesnej historii Białegostoku. Bez nich pozostaje nam tylko prymitywna ideologia dumy, chociaż cholera wie, z czego mielibyśmy być dumni. Z umiejętności zapadania w amnezję na kilka pokoleń?

Przed samą wojną w Białymstoku żyło około 40 tys. Żydów. Tych, których naziści nie wymordowali na początku wojny, zaraz po przejęciu miasta z rąk Rosjan, zamknięto w utworzonym w 1941 r. getcie, otoczonym murem wzdłuż ulic: Lipowej, Sienkiewicza, Przejazd i Poleskiej. Do jego zbudowania zmuszono samych Żydów. Na początku w getcie żyło nawet 50 tys. Żydów: do białostockich Żydów dołączali ci, którzy uciekali z okolicznych wsi, bo widzieli, jak ich rodaków mordują sąsiedzi-Polacy.

Do likwidacji getta Niemcy przystąpili 5 lutego 1943 r. Po tygodniu, wymordowawszy albo wysławszy do obozów zagłady parę tysięcy ludzi zrobili sobie przerwę. Robotę zakończyli w sierpniu tego samego roku.

Mapa białostockiego getta (za Wikipedią)

Mapa białostockiego getta (za Wikipedią)

Z przerwą na obiad

Oto fragmenty relacji Rajznera:

O 2 w nocy w czwartek 5 lutego [1943 r.] ziściły się nasze najgorsze obawy. Oficer gestapo Fritz Gustav Friedel wjechał do getta na czele kolumny ciężarówek. (…) W ciągu kilku minut [naziści] utworzyli kordon wokół Nowego Światu, Polnej i Białostoczańskiej oraz przecinających je małych uliczek i alejek. Mordercy byli gotowi do uderzenia. wystrzelone przez nich z broni maszynowej serie dały sygnał do rozpoczęcia krwawej łaźni.

(…) Zaczęli brać, kogo popadnie. Wchodzili do każdego domu po kolei i wywlekali stamtąd każdego, kogo udało im się znaleźć. Ci, którzy się opierali, zostali na miejscu zastrzeleni (…).

Komendant Friedel kazał spędzić (…) 100 mężczyzn, kobiet i dzieci do Ogrodu Praskiego, gdzie ustawiono ich pod ścianami dawnej bóżnicy na Nowym Świecie, po czym wszystkich natychmiast rozstrzelano.

(…) Kiedy oddział nazistów wszedł na posesję przy Kupieckiej 10, znowu spotkał się z heroicznym oporem. Mieszkańcy zaatakowali ich hakami, nożami i żelaznymi prętami. Żona Mendla Kuriańskiego, bardzo dzielna kobieta, wylała na nich sodę kaustyczną i zamierzała podpalić budynek.

Naziści najpierw się cofnęli, ale wkrótce wrócili z posiłkami i zrzucili panią Kuriańską i jej dziecko ze schodów z drugiego piętra. Kiedy ta mężna kobieta zdołała się jakoś pozbierać i zaczęła uciekać, podziurawili ją kulami. jej zakrwawione ciało upadło na ciałko jej martwego dziecka.

Kiedy Friedlowi doniesiono o tych wydarzeniach, (…), pobiegł na dziedziniec domu przy Kupieckiej 10 i strzałami w głowę zabił stojących tam żydowskich zakładników (…).

O 8 rano przerwano rzeź. Naziści pojechali zjeść śniadanie (…).

Rzeź 5 lutego 1943 roku trwała 15 godzin – od 2 rano do 5 po południu. W tym czasie naziści pojmali prawie 3 tysiące Żydów i zabrali ich do budynku Judenratu (…). Żydzi ci zostali następnie ustawieni w grupy i wyprawieni na stację kolejową, gdzie zapakowano ich do wagonów towarowych. Drzwi wagonów zablokowano z zewnątrz deskami, po czym pociągi odjechały jeszcze tego samego wieczora do Treblinki lub Auschwitz (…).

Małe dzieci stanowiły dla ukrywających się szczególny problem. Większość dzieci była usypiana przez swoje matki, ale jeżeli któreś nagle się przebudziło, mogło zacząć płakać. Płacz docierał do uszu nazistów i kryjówka była zdemaskowana.

Zdarzały się przypadki, kiedy matki kładły na twarze swoich dzieci poduszki, żeby je uciszyć i nieświadomie dusiły je na śmierć. Często taka matka traciła wówczas zmysły (…)

Naziści dokonywali tej okropnej rzezi z obsesyjną punktualnością. Dokładnie w południe robili sobie przerwę na obiad. Równo o 5 po południu przerywali akcję do następnego dnia. Po pół godzinie na terenie getta nie było ani jednego nazisty.

(…) Doszło też do samobójstw popełnianych przez Żydów, których kryjówka została odkryta. Na Fabrycznej 26 ojciec podciął żyły kolejno swojej żonie, dwóm córkom i na koniec sobie. Jego syn, który nie chciał umierać i uciekł, dostał później pomieszania zmysłów.

(…) Po odejściu nazistów i zapadnięciu zmroku Żydzi ponownie wyłonili się z kryjówek, żeby ujrzeć krajobraz po pięciodniowej masakrze. Panowała cisza. Było tak cicho, że można było usłyszeć najmniejszy szept, ale wszelkich dźwięków było mało i były one rozproszone. Każdy dom stał otworem. Wszystkie drzwi i okna były pootwierane. We wnętrzach nie pozostało nic, co mogło mieć jakąkolwiek wartość. A te rzeczy, które pozostały, były uwalane w brudzie. Zniknęło mnóstwo ludzi. Część została zabita na miejscu, innych powleczono do obozów śmierci. Na ulicach panowała głęboka ciemność. Łatwo można było potknąć się o leżące ciało (…).

Siódmy dzień rzezi. Getto było w opłakanym stanie. Budynki zostały splądrowane, ściany porozwalano, dachy podziurawiono. Zniknęły setki rodzin. Teren był usłany ciałami. Wewnątrz budynków wisiały jeszcze ciała powieszonych Żydów. W kryjówkach znajdowały się ciała rodziców, którzy zażyli truciznę po tym, jak podusili swoje dzieci (…)”.

Jak wspomniałem, luty 1943 r. był tylko uwerturą. W pierwszych dniach miesiąca naziści wymordowali 800 Żydów, a 10 tysięcy wywieźli do obozu w Treblince.

Nie posiadali się z radości

„Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” w Białymstoku nastąpiło w sierpniu tego samego roku. Naziści wyrżnęli lub wysłali do obozów koncentracyjnych kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Z 40-tysięcznej społeczności żydowskiej Białegostoku wojnę przeżyło może tysiąc osób.

Oto fragmenty relacji Rajznera z wydarzeń z sierpnia 1943 r.:

(…) wzdłuż całej drogi z Jurowieckiej na Pietrasze leżały na poboczu podziurawione kulami ciała mężczyzn, kobiet i dzieci. Niektórzy z nich byli uciekinierami, którzy zostali złapani przez polskich chuliganów i oddani w ręce nazistów. Naziści rozstrzeliwali ich na miejscu na oczach Polaków, którzy ich wcześniej złapali. Wszyscy nie posiadali się z radości na widok zabijanych Żydów (…).

Osiem tygodni po rozpoczęciu akcji likwidacyjnej w getcie ukrywało się jeszcze kilkuset Żydów. Kiedy warunki uległy dalszemu pogorszeniu, część z nich wymknęła się, żeby nawiązać kontakt ze swoimi polskimi „przyjaciółmi”. Zdarzały się przypadki, kiedy Polacy godzili się na przechowanie Żydów, pod warunkiem że ci zabiorą ze sobą kosztowności. Ale kiedy Żydzi wracali ze swoimi rodzinami, oczekiwało ich gestapo (…).

Codziennie wyłapywano i przewożono do więzienia kolejnych Żydów. Niektórzy ukrywali się na terenie getta, inni żyli na aryjskich papierach poza gettem i zostali wydaleni przez Polaków. Jeżeli zabrano ich na przesłuchanie i tam ustalono, że są obrzezani, było już po nich. Żydów takich przed osadzeniem w więzieniu torturowano. Jednym z nich był inżynier Sztupler, syn Michała Sztuplera. Poślubił chrześcijankę, która ukrywała go poza gettem w swoim mieszkaniu. Zaufany Polak wydał ich gestapo. Sztuplera uwięziono razem z żoną i ich rocznym dzieckiem”.

 

Białostoccy Żydzi podczas likwidacji getta. Zdjęcia wykonane przez niemieckiego żołnierza pomiędzy 15 a 20 sierpnia 1943 r. Źródło: Wikipedia

Białostoccy Żydzi podczas likwidacji getta. Zdjęcia wykonane przez niemieckiego żołnierza pomiędzy 15 a 20 sierpnia 1943 r. Źródło: Wikipedia

Podmiana populacji

Po likwidacji getta Niemcy osiedlili na jego terenie Polaków przesiedlonych z Białowieży.

Białystok, przedwojenne żydowskie miasto (żydowska populacja na początku XX wieku wynosiła prawie 70 proc.), z pierwszymi osadnikami żydowskimi osiedlającymi się tu już w XV i XVI wieku, w ciągu kilku miesięcy 1943 roku stał się miastem-widmem. Dzisiaj jest nowym tworem, wyrosłym na podglebiu w postaci wielkiego żydowskiego cmentarza. Cała część na północ od Lipowej, głównej ulicy miasta, to były teren getta – miejsca, do którego hitlerowcy zapędzili Żydów i do którego inni Żydzi uciekali w obawie przed Polakami. Zaś na południe od Lipowej roztacza się Park Centralny z górką (z której jako dziecko zjeżdżałem na sankach). To sztuczna górka, usypana po wojnie przez komunistów. Pod nią STOJĄ macewy, ponieważ nasz Park Centralny jest w istocie rabinackim cmentarzem, na który komuniści zrzucili tony ziemi i gruzu z żydowskiego getta. W Parku jest jeszcze nowoczesna opera oraz Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej (kilka lat temu prawicowi radni Białegostoku doprowadzili do zmiany nazwy na Pomnik Orła Białego, bo poprzednia nazwa kojarzyła się z Armią Czerwoną), który w żaden sposób nie symbolizuje Żydów, za to prawicowi radni zawiesili na nim nielegalnie napis „Bóg Honor Ojczyzna”. O tym wszystkim pisze Kącki.

Niedawno wyczytałem, że jeden z polskich działaczy „narodowych”, jeden z tych, co chcą Polski dla Polaków, a dokładnie dla „Polaków-katolików”, niepokoił się, że napływ uchodźców do Europy spowoduje „podmianę populacji rdzennych Europejczyków na imigrantów z Azji i Afryki” („Bosak o imigrantach: Nie można gości awansować na współgospodarzy”, „Dziennik Narodowy” 28-05-2016). Bezdennie cyniczny czy tylko bezdennie głupi?

Kościelny festyn z udziałem organizacji nacjonalistycznych w Białymstoku, 12 czerwca 2016, źródło: fb.

Kościelny festyn z udziałem organizacji nacjonalistycznych w Białymstoku, 12 czerwca 2016, źródło: Dzień Dobry Białystok (fb).

Ładne miasto

Chciałbym, żeby białostoccy „patrioci”, pełni dobrego samopoczucia, spróbowali zrozumieć jedną rzecz: owszem, dzisiejsze schludne drogi i chodniki z kostki brukowej (zbudowane zresztą za pieniądze Unii Europejskiej) sprawiają, że Białystok to ładne miasto. Przyjemnie się tu mieszka i spaceruje. Tylko tyle. Kostka nie pozwoli nam uporać się z przeszłością. Kącki nie musiał i nie miał powodu oczerniać Białegostoku. I tego nie robił.

Ale mógł przypomnieć tym z nas, którzy stracili pamięć, jak to w czasach naszych dziadów z Żydami było. Choćby po to, żebyśmy dzisiaj sprzeciwiali się, gdy naszymi ulicami maszerują młodzieńcy w mundurkach wzorowanych na strojach Hitlerjugend, błogosławieni przez dotkniętych zbiorową demencją dostojników. Albo temu, że ministrem edukacji zostaje człowiek, który nie wie, kto wymordował Żydów w Jedwabnem. Za mało czasu minęło, żebyśmy nie pamiętali.

 

Tekst pierwotnie opublikowany na blogu autora Takie tam, czyli prawdziwe życie Wodza Yowlachie

Patrz też:
Jak to się robi w Białymstoku 
Miasto bezprawia 
Odwet kaowców, czyli „Rejs” po Białymstoku
Władza krytyką stoi

2 comments on “Mój białostocki Dzień Pamięci

  1. Ja
    26 lutego 2017

    dlaczego naziści, trzeba mówić niemieccy naziści , niemieccy hitlerowcy itp.

    • Bartosz Hlebowicz
      26 lutego 2017

      Dlaczego trzeba tak mówić?
      Tam zresztą byli naziści z kilku nacji, nie tylko Niemcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.