web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

La vie en rose: Women’s March w Bordeaux

Natasza Quelvennec, Bordeaux 21.01.2017


Fot. Yann Quelvennec

Centralny plac Bordeaux, sobotnie popołudnie. Jest nas około kilkuset osób, z pięćset tak na oko. Jesteśmy tu dziś, aby podobnie jak mieszkańcy 700 innych miast na świecie zamanifestować solidarność z maszerującymi dziś w Waszyngtonie Amerykankami. Wbrew nazwie “Women’s March in Bordeaux”, manifestacja ma mieć charakter statyczny, ale ze względu na dużą liczbę uczestników, zgromadzenie spontanicznie przekształca się w marsz, który rusza z Place de la Comédie pod konsulat Stanów Zjednoczonych. Na zmianę planów błyskawicznie reaguje policja, wstrzymując ruch na arteriach, którymi przechodzi marsz. Przechodnie zatrzymują się zaintrygowani, uśmiechają się, filmują, robią zdjęcia, kierowcy trąbią, aby zamanifestować solidarność…


Fot. Yann Quelvennec


Niesiemy własnoręcznie wykonane plansze z logo marszu oraz hasłami po angielsku i po francusku, flagi i transparenty uczestniczących organizacji, między innymi propagującego swobodny dostęp do edukacji, antykoncepcji i aborcji, Planning Familial, którego finansowanie, tak, jak i jego odpowiednika w USA, Planned Parenthood, może okazać się zagrożone, jeśli we Francji do władzy dojdzie Front Narodowy. Zniesienie dotacji państwowych dla tej organizacji zapowiedziała między innymi Marion Maréchal Le Pen. Wiele angielskojęzycznych haseł, “Nasted Woman”, “Cunt touch this” czy “Pussy grabs back” (1) zrobiło już karierę w mediach społecznościowych i stało się symbolem walki kobiet z seksizmem Trumpa i jego wyborców. Niektórzy uczestnicy przywdziali różowe czapki w kształcie kociej głowy, nieformalny symbol waszyngtońskiego marszu, słynne już “Pussyhats” (2). Inni mają różowe akcenty, jakaś grupka śpiewa “La vie en rose”. Pod amerykańskim konsulatem wznosimy okrzyki po angielsku i po francusku: “Prawa kobiet, prawami człowieka”, “Równość dla wszystkich”, “Kobiety solidarne”, “Moje ciało – moje prawa”. Podobnie, jak podczas manifestacji solidarności z Czarnym Protestem, starsze feministki intonuja hymn kobiet, który śpiewano w latach siedemdziesiątych. Refren brzmi:

Powstańmy, kobiety – niewolnice
I zerwijmy nasze kajdany,
Powstańmy, powstańmy, powstańmy…

Przy trzech ostatnich słowach, wzorem działaczek, wznosimy do góry zaciśnięte pięści.


Fot. Yann Quelvennec


Organizatorem manifestacji jest federacja zrzeszająca organizacje feministyczne w Bordeaux i okolicy. Oprócz Francuzek – są wśród nich zahartowane w bojach feministki, które walczyły o prawo do aborcji zanim Simone Veil, ówczesna minister zdrowia, doprowadziła do jej legalizacji w 1974, ale też młode, niezrzeszone kobiety, a nawet nastolatki – na ich apel odpowiedziały partie polityczne, związki zawodowe, a także społeczność międzynarodowa w Bordeaux. Jest sporo Amerykanek, Irlandki, Niemki… Polki reprezentowane są przez dwie organizacje; powstałe z KOD Francja stowarzyszenie ADDP Association Défense de la Démocratie en Pologne oraz D.OK Democracy is OK, zrzeszające Polaków mieszkających zagranicą.

Zamieniam parę słów z licznymi Amerykankami. Wszystkie zaczynają rozmowę od zapewnienia mnie, że nie głosowały na Trumpa i nie utożsamiają się z białą, ksenofobiczną, rasistowską i mizoginistyczną Ameryką, która go wybrała. Odpowiadam, że ja też nie czuję się obywatelką Polski PiSu.

Rozmawiam z Irlandką będącą w bezpośrednim kontakcie z organizatorkami marszu w Waszyngtonie, które jeszcze dziś zamieszcza na międzynarodowej stronie marszu zdjęcia i  filmy z manifestacji w Bordeaux. Mówi mi o tym, że w Irlandii “równe prawo do życia” płodu i matki jest zapisane w konstytucji, co oznacza, że można je zmienić tylko na drodze referendum. Opowiada o zgonach kobiet, których lekarze boją się ratować. O indoktrynacji jakiej poddawane są dzieci i młodzież przez kler katolicki. Słyszała, że w Polsce też są takie sytuacje. Potwierdzam. Rozmawiamy o naszych rodzinach. Mówi z żalem, że jeden z jej czterech synów ma poglądy anti-choice, dodaje, żartując, że pozostali wdali się w mamę. Przedstawiam jej moją szesnastoletnią córkę, Maję, która też uczestniczy w marszu, i męża, dzisiaj w roli fotografa. Mówimy sobie do zobaczenia wkrótce. Nie znamy się, ale wiemy, że okazji do wspólnego manifestowania będzie niestety więcej…

Dyskutuję z feministkami, które znam z manifestacji solidarności z Czarnym Protestem. Wiecej o tym tu: http://www.democracyok.org/2016/10/23/wspolnie-zerwac-kajdany/ Są pewne, że walka o prawa kobiet musi przybrać charakter globalny, bo globalne jest zagrożenie. Wiecej o tym tu: http://www.democracyok.org/2016/12/08/globalna-hydra/


Fot. Yann Quelvennec


Nie tylko Trump i jego współpracownicy w Stanach, ale też kandydaci na prezydenta we Francji (Marine Le Pen z Frontu Narodowego czy François Fillon z partii Republikanie) czy PiS w Polsce kwestionują podstawowe prawa kobiet. To tendencja ogólnoświatowa. Dostrzegają też pozytywne aspekty dojścia do głosu sił konserwatywnych na całym świecie: wzrost zaangażowania i masowy, międzynarodowy charakter protestów. W ruchach feministycznych jest coraz więcej młodych kobiet, ale też starszych, które nigdy dotąd nie manifestowały i którym wydawało się, że ich prawa wywalczone zostały raz na zawsze. Ten mit właśnie upada na ich oczach. Protesty przybierają charakter masowy, było to widoczne choćby na przykładzie Czarnego Protestu w Polsce, wzięły w nim udział mieszkanki aż 180 miast, często niewielkich. Manifestacje poparcia zorganizowano w setkach miastach na świecie. Wiemy już, że również Women’s March ma zasięg masowy i ogólnoświatowy. Wszystkie jesteśmy zgodne, że walka o prawa kobiet nigdy się nie kończy, że, jak pisała Simone de Beauvoir, “musimy pozostać czujne przez całe życie”. My, siostry na całym świecie. Wiecej o tym tu: http://www.democracyok.org/2016/10/22/liberte-egalite-sororite-wolnosc-rownosc-siostrzenstwo/

 

  1. Przyp. tłum. “Zła (podstępna) kobieta” to określenie, którego Trump użył pod adresem Hillary Clinton. “Nie możesz tego dotykać”- gra słów :“cunt” oznacza w języku potocznym kobiecy organ płciowy, a jednocześnie brzmi podobnie jak “can’t” (nie możesz). W swobodnym tłumaczeniu “Rewanż cipki” – slogan rozpropagowany w mediach społecznościowych w odpowiedzi na obsceniczne słowa Trumpa o łapaniu kobiet za cipki.
  2. Pussyhat project (gra słów. “pussycat” oznacza “kotkę”, ale też kobiecy organ płciowy potocznie, a “hat” – nakrycie głowy) powstał  w odpowiedzi na obsceniczne słowa Trumpa o łapaniu kobiet za cipki.

Natasza Quelvennec

Kliknij na  jedną z miniatur by zobaczyć galerię zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 22 stycznia 2017 by in EUROPA, FB, SOLIDARNIE, TERRAFEMINA and tagged , , , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.