web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Łączy nas podział…

Grażyna Olewniczak

Mam wrażenie, że nie tylko od ponad roku, ale już dużo wcześniej Polska była i jest krajem dwóch równoległych rzeczywistości. Jedna z tych rzeczywistości, to świat liczb, faktów, logiki, pracy nad sobą, rozumienia, albo przynajmniej próby rozumienia mechanizmów działania państwa, w miarę obiektywnej oceny rzeczywistości. Druga z tych rzeczywistości, to wiara w cuda, pomoc boską, zrzucanie winy za swoje niedostosowanie na innych, szukanie wrogów i ocena rzeczywistości jedynie poprzez pryzmat swojego widzenia świata.


Andrzej Duda z rodzicami. Uroczysta intronizacja Chrystusa na Króla Polski, Łagiewniki 19 listopada 2016

Andrzej Duda z rodzicami. Uroczysta intronizacja Chrystusa na Króla Polski, Łagiewniki 19 listopada 2016


A moje werble grają dalej…

Na jednym z pierwszych posiedzeń sejmu obecnej kadencji podczas debaty o wyborze sędziów konstytucyjnych poseł Kornel Morawiecki sformułował swoje przesłanie o przewadze woli ludu nad prawem. Owacje i entuzjazm części sali sejmowej wyraźnie potwierdzały, że oto nadchodzi nowa epoka – gdzie prawo schodzi na plan dalszy, a wola działania, wola polityczna uosabiana przez większość parlamentarną ma mieć głos decydujący. Przypomniano w ten sposób filozofię Carla Schmitta – ideologa nazizmu.

Elementami idei głoszonej przez Carla Schmitta było nie tylko niszczenie tego, co nie jest niemieckie, ale też zdecydowane reagowanie na to, co jest antyniemieckie i wreszcie propagowanie pojęcia auctoritas. Pojęcie to wydaje się pojęciem kluczowym nie tylko w latach 30-tych ubiegłego wieku, ale i teraz, w wieku XXI.

W starożytnym Rzymie, auctoritas odnosiło się do stopnia ogólnego poważania, jaki dana osoba posiadała w rzymskim społeczeństwie. A w konsekwencji jej siłę przebicia, wpływy i możliwość gromadzenia poparcia wokół swojej woli. Takie poparcie można spożytkować na dwa sposoby. Pracując dla dobra ogółu, lub realizując własne fobie stworzyć rodzaj piekła na ziemi.

To piekło na ziemi rozumiem jako prowadzenie swoistej wojny. W pierwszej połowie XX wieku były to działania militarne, wyniszczające całe grupy społeczne, czy wręcz unicestwiające narody. Po okresie względnego ucywilizowania, doprowadzenia do poszanowania praw jednostki wojna przybrała inny wymiar, choć nie odbiega on od teorii, które powstały wiele lat, a nawet wieków temu.

Jak powiedział Napoleon, są tylko dwa rodzaje broni: miecz i umysł. W dłuższej perspektywie zawsze wygrywa ten drugi. Wojna psychologiczna, w której polem bitwy jest umysł odbywa się etapami. Pierwszy etap, to zawładnięcie umysłami tych, którym wystarczą najprostsze hasła i schlebianie najbardziej prymitywnym potrzebom. To część społeczeństwa, której wystarczy powiedzieć: jesteś i to jest najważniejsze. Jesteś i nie musisz nic robić, bo to my zajmiemy się resztą. Twoje lęki będą naszymi lękami, a twoja nijakość będzie naszą nijakością. Będziemy propagować „naszyzm”. Ta część społeczeństwa zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że są używani instrumentalnie po to, by przy jej pomocy wyeliminować kolejnych. Wyeliminować, czyli zwyciężyć. To jest celem wojny psychologicznej – tak obezwładnić ofiarę, by nawet nie zauważyła, że jest już pokonana.


Kadr ze spotu wyborczego, czerwiec 2010, YouTube https://www.youtube.com/watch?v=xbeVcpvECLQ

Jarosław Kaczyński pomaga w sadzeniu drzewek. Kadr ze spotu wyborczego, czerwiec 2010, YouTube 


W czasie prowadzenia takiej wojny istotą procesów jest zarządzanie chaosem i umiejętność odnalezienia się w nim. Wplatanie dezinformacji i innych metod oddziaływania zgodnie z zasadami wojny psychologicznej do codziennych komunikatów medialnych potęgujących chaos, aż do stworzenia stanu rzeczywistości równoległej.

Mam wrażenie, że nie tylko od ponad roku, ale już dużo wcześniej Polska była i jest krajem dwóch równoległych rzeczywistości. Owe rzeczywistości nie mają możliwości nawet otrzeć się o siebie, ponieważ obowiązują w nich zupełnie odmienne zasady. Jedna rzeczywistość, to świat liczb, faktów, logiki, pracy nad sobą, rozumienia, albo przynajmniej próby rozumienia mechanizmów działania państwa, w miarę obiektywnej oceny rzeczywistości. Druga, to wiara w cuda, pomoc boską, zrzucanie winy za swoje niedostosowanie na innych, szukanie wrogów i ocena rzeczywistości jedynie poprzez pryzmat swojego widzenia świata. To do tej grupy zwracają się dziś rządzący Polską. To ta grupa jest przez rządzących używana instrumentalnie. „Program 500+, podwyższenie minimalnej płacy, darmowe leki dla seniorów, obniżenie wieku emerytalnego – wszystkie te zmiany przywracają wielu Polakom poczucie godności i wiarę w to, że rządy mogą być bardziej sprawiedliwe” takie oto słowa skierował prezydent Andrzej Duda do swoich wyborców, bo już do tych innych mówił: dobrobyt i trwały rozwój Polski zależą także od spokoju społecznego, apelując o to, by nie dawać się ponieść politycznym emocjom i by prowadzić ze sobą cywilizowany dialog, pracując dla kraju i szanując reguły demokracji.


Fot. zrzut z ekranu tv, TVN24

Fot. zrzut z ekranu tv, TVN24


Sztandarowy program 500+ spowodował, że partia rządząca zyskała armię sojuszników. Dla wielu z nich stał się cud, czyli jak nie wierzyć w cuda. Do tego rząd pogrążony w modlitwach i wymodlił, że i pieniądze się znajdą na to 500+. Wszystko się zgadza. Leki za darmo? No cóż, może akurat te moje są jednak drogie, bo lekarz przepisuje mi najlepsze – tłumaczy sobie wyznawca partii rządzącej. To dla mojego dobra lekarz woli mi przepisać te za pieniądze, ale reszta jest za darmo. No przecież jest.

Podniesienie płacy minimalnej to nie tylko pozytywy. Dotyczy ono tylko osób pracujących na etacie, ale będzie miało negatywny wpływ na tych, którzy rozpoczynają działalność gospodarczą, a związane będzie to ze składkami ZUS. Płaca minimalna, to również wysokość premii, a to już nie będzie takie korzystne dla pracodawcy i chyba sprawa najistotniejsza. Najniższe płace niemal zrównają się ze średnimi zarobkami, czyli dla większości z nas będzie do obniżenie dochodu, mimo, że zostanie on na tym samym poziomie. To będzie takie równanie w dół, ale … To równanie w dół będzie dotyczyć bardziej tych, którzy w jakiejś części nie są wyborcami prezydenta i PiS-u. To oni dają się ponosić politycznym emocjom, do tego nie swoim, tylko nieodpowiedzialnych polityków, którzy nie potrafią prowadzić dialogu.

Prezydent mówiąc to, co mówi uważa tych nie swoich wyborców za podobnych do tych swoich, czyli dających się prowadzić, nie mających własnych opinii, ani własnych przekonań. Ciągle powtarzająca się fraza o niepogodzeniu się z przegraną trafia do tych już zwyciężonych w tej wojnie psychologicznej. Ciągła fraza o tym, że przejawem demokracji jest możliwość protestowania nie tylko spłaszcza ideę demokracji, ale wręcz ją dezawuuje. Oni widzą rządzących jako zwycięzców, którym należy się podporządkować, bo przecież dla wszystkich chcą dobrze.

Niedawno jedna z moich sąsiadek tłumaczyła mi, że to boski dar, te rządy PiS-u. Obniżono wiek emerytalny, a ci z PO chcieli, żebyśmy pracowali do śmierci. Zapytałam od ilu lat jest na emeryturze i okazało się, że od siedmiu. Zapytałam, czy jest tak bardzo chora, że nie mogłaby pracować jeszcze ze dwa lata i okazało się, że mogłaby. Zapytałam, czy chciałaby mieć o pięćset złotych więcej, bo może te dwa lata dłuższej pracy dałyby taki efekt i okazało się, że chciałaby. Wreszcie doszło do kluczowej sprawy. Pani oświadczyła, że przecież nikt nie musi iść na emeryturę, a może. Zapytałam, czy jej pracodawca dalej by pozwolił jej na pracę, gdyby osiągnęła wiek emerytalny i nieco zmieszana odpowiedziała, że chyba nie … Nie wiem, czy ta rozmowa coś dała, ale przynajmniej porozmawiałam. Tym razem, to ja rozmawiając powalczyłam w tej wojnie psychologicznej i może choć część wiary w rządzących i ich dobre chęci zostało tym sposobem ukruszone.


Kraków, 16 czerwca 2013, marsz w obronie telewizji Trwam. Fot. Piotr Drabik. Z archiwum Wikimedia Commons https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Członkinie_klubu_%22Gazety_Polskiej%22_(9213538919).jpg

Kraków, 16 czerwca 2013, marsz w obronie telewizji Trwam. Fot. Piotr Drabik. Z archiwum Wikimedia Commons 


Wojna psychologiczna, to rozmowy przede wszystkim z tymi, którzy znajdują się pomiędzy torami, pomiędzy dwoma rzeczywistościami. Robią to przedstawiciele i zwolennicy partii rządzącej mówiąc o sukcesach i myśleniu w kategoriach dobra narodu, robią to też przeciwnicy, tyle, że bardzo nieudolnie. Tę wojnę psychologiczną wygrywa PiS. To przedstawiciele partii rządzącej wyciągają rękę do buntowników, czy wręcz puczystów spotykając się z aprobatę nie tylko swoich zwolenników. Nareszcie będzie porządek, nareszcie skończy się to bezhołowie na czele z jakimś Trybunałem Konstytucyjnym, który przeszkadza w rządzeniu. Trzeba zrobić porządek z tymi innymi, bo zakłócają spokój i nie pozwalają rządzić. Wprowadzona też została umiejętnie teoria społecznego darwinizmu. Ci, co teraz się buntują swoim sprytem i znajomościami stali się zamożni i sławni. Są tacy sami jak i ci, którym się nie udało, a nie udało im się tylko dlatego, że nie mieli właściwych znajomości. Teraz już o mają, a jak nie mają, to rządzący zrobią wszystko, żeby czuli się dowartościowani. Sprytnie połączono tę teorię z rewizjonizmem i w ten sposób przestrzeń pomiędzy torami staje się coraz mniej zaludniona.


Czytelnicy "Gazety Polskiej", fot. Dorota Zawadzka

Czytelnicy „Gazety Polskiej”, fot. Dorota Zawadzka


Dwie rzeczywistości, a znajdowanie się pomiędzy nimi staje się wprost niemożliwe. Albo jest się wkluczonym, albo wykluczonym. Jest się już podbitym przez rządzących, albo podbijanym.

Przejrzałam dwie fantastyczne pozycje Sun Tzu — „Sztuka wojny czyli Trzynaście rozdziałów” i Karla von Clausewitza – „O wojnie”. Dla obu najważniejsza jest wygrana w wojnie, w której nie ma ofiar, a sama wojna jest kontynuacją polityki, tylko przy użyciu innych środków.

W jakim miejscu znajdujemy się teraz? Ja uważam, że jesteśmy w stanie wojny, czyli nasz auctoritas, zgodnie z ideą Carla Schmitta prowadzi dalej politykę używając tylko innych metod, o czym pisze Clausewitz: „dopóki nie pokonałem przeciwnika, muszę się obawiać, że on mnie pokona; nie jestem tedy panem swoich czynów, lecz on dyktuje mi prawa, podobnie jak ja jemu”, a metodami tymi, co w dowolny sposób cytuję za Sun Tzu, to: dyskredytacja wszystkiego, co dobre u przeciwnika, wciąganie w przestępcze przedsięwzięcia, albo nazywanie jego działań mianem przestępstwa, podrywanie ich dobrego imienia i w odpowiednim momencie rzucenie na pastwę pogardy rodaków, wykorzystywanie do współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających.

Cytowałam w powyższym tekście uznanych autorów i prezydenta Andrzeja Dudę. Nie cytowałam tego, który jest autoritas, czyli posła Jarosława Kaczyńskiego, ale to on tę wojnę prowadzi i jestem pełna obaw, że ją wygra. Nie cofa się, nie bierze jeńców, zmienia rzeczywistość na obraz i podobieństwo „naszyzmu”.

Nasuwają się w tym miejscu pytania: czy można przerwać to, co się dzieje? Czy można zastosować metody, które w tej wojnie pozwolą zniszczyć lub zneutralizować machinę już wprowadzoną w ruch i jakie są to metody? Dlaczego tak trudno pokonać tyrana? Czy trzeba dojść do tego prawdziwego dna, żeby się odbić? Czy trzeba płacić za to tak wysoką cenę, bo cenę zdrowia psychicznego całego społeczeństwa?

Retoryczne pytania …

 

Grażyna Olewniczak

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.