web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Twardy opór miękką kreską

Krystyna Kierebinski


Zeng Sixiao (1239 - 1318), "Orchidea w tuszu", r.1306, tusz i papier, 25,7cm x 42,2 cm, Miejskie museum w Osace, ilustracja z otwartego archiwum Google Art Ptoject https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/bc/Zheng_Sixiao_-_Orchid_-_Google_Art_Project.jpg/2048px-Zheng_Sixiao_-_Orchid_-_Google_Art_Project.jpg

Zeng Sixiao (1239 – 1318), „Epidendrum”, ok. 1300, tusz i papier, 25,7cm x 42,2 cm,  Miejskie Muzeum w Osace, ilustracja z otwartego archiwum Google Art Ptoject 


Autor tej skromnej orchidei, Zheng Sixiao (1241–1318), namalował ją w poczuciu bezsilności wobec podboju swego kraju przez armię mongolską, która wkroczyła do stolicy cesarstwa Południowej dynastii Song (1127–1279), miasta Lian (dzisiejszego Hangzhou). Nie mógł pogodzić się z nastaniem nowej władzy. Nie chciał zaakceptować faktu, że czas kulturalnego i intelektualnego rozkwitu musiał ustąpić miejsca siermiężnej kulturze Mongołów ze stepu, którzy zabrali się za przeobrażanie państwa w czasach nowej dynastii Yuan (1271–1368).
A kiedy go pytano, dlaczego roślina nie ma korzeni, miał odpowiadać, „Czyż nie wiecie, że ziemia została zawłaszczona przez barbarzyńców?”. To jedyne pozostałe po nim dzieło, co do którego autorstwa mamy pewność.

Zheng był nie tylko wiernym poddanym cesarza, ale też oddanym temu, co ówczesna kultura Chin reprezentowała. Kiedy padła dynastia Song, a mongolska armia, administracja i ludność zaczęły zawłaszczać pałace i miasta, wprowadzać nowe prawa, obsadzać wszelkie urzędy, segregować obywateli według ich etnicznej przynależności, Zheng wycofał się ze świata cywilizacji i rozpoczął życie pustelnika w okolicach dzisiejszego Suzhou. Nadał sobie nowe imię i to nim podpisał swój obrazek z orchideą; Suo–nan- weng, „Człowiek zwrócony ku południu”. Podobno w swej niechęci do nowej władzy posuwał się tak daleko, że nigdy nie siadał ani nie kładł się z twarzą zwróconą ku północy, gdzie leżała mongolska stolica (dzisiejszy Pekin).

Orchidea, kwitnąca wiśnia, bambus i chryzantema, każda z tych roślin symbolizowała inne przymioty w kulturze dawnych Chin. Przedstawiane razem, nazywane „Czterema dżentelmenami”, były częstym przedmiotem zachwytu i popularnym obiektem dla malarstwa i poezji w dziejów Chin.

Zwróćmy uwagę, że orchidea nie jest tą orchideą wielkokwiatową, spektakularną, jakie tak chętnie stawiamy na naszych parapetach. Ta uwieczniana przez chińskich mistrzów była skromna, dzika, ledwo widoczna, ale za to mocno pachnąca i wyrastała nawet na mało podatnym gruncie skał. Symbolizowała niezależność, skromność, powściągliwość, prostotę, wyciszenie, bezpretensjonalność.

Zheng należał do grona intelektualistów zwanych dziś literati, był nie tylko artystą, ale także człowiekiem wiedzy, wychowankiem elitarnej Akademii Cesarskiej i urzędnikiem państwowym na cesarskim dworze. Przypuszcza się, że Orchidea odzwierciedla także jego widzenie samego siebie w czasach zawieszenia spowodowanego najazdem Mongołów. Ani sam obiekt, ani forma wyrazu nie są jednak nietypowe. Cała liczna grupa czy wręcz kategoria malarzy-intelektualistów, operując pędzlem i tuszem, ceniła wyżej niż kolor i szczegół kompozycje monochromatyczne, a w nich spontaniczny ruch wprawnej dłoni, nieokreślone tło, ulotny charakter motywu i jego umiejscowienie w klasycznej poezji czy wiekowej legendzie. Tego typu malarstwo świadczyć miało o przymiotach umysłu, wrażliwości, dążeniu do doskonałości, wolności ducha i otwartości na nagły błysk oświecenia.

Oprócz wiotkiej orchidei na arkuszu widzimy wiersz, w nim wyraża autor swą gorycz z powodu przejęcia władzy przez obcych i porównuje samego siebie do namalowanej rośliny, podkreślając przy tym, że choć niepozorna, to jej delikatny zapach jest nieprzemijający. Dodając datę, Zheng demonstracyjnie odszedł od zwyczaju podania znaku panującej aktualnie dynastii.

Ten skromny kwiatek na kawałku papieru po dziś dzień uznawany jest przez znawców i miłośników chińskiego malarstwa klasycznego za wyraz silnego protestu. Zarówno literati współcześni Zhengowi, jak i późniejsi, wysoko cenili ten przejaw patriotyzmu i nieugiętości. Najlepiej świadczą o tym liczne pieczęcie identyfikujące kolejnych prominentnych posiadaczy i koneserów.

Orchideę Zhenga kopiowano niezliczoną ilość razy dla jej artystycznych wartości, a także jako podziwiany i ważny symbol elegancko acz dobitnie wyrażonego oporu. Mongołowie rządzili blisko sto lat, opór wobec nich narastał długo. Dziś Orchidea obiegłaby internet i w kilka minut dotarła do milionów, tak jak memy i inne podobizny ośmieszanych postaci. Bawią nas, ale czy budują? Piszmy, rysujmy, fotografujmy, wchodźmy w relacje z naszymi nowymi internetowymi znajomymi na bazie kreatywności i wrażliwości, nie tylko sarkazmu.

W czasach bezsilności nie warto spalać się w poczuciu klęski, można bogacić się wewnętrznie, umacniać ducha, dawać wsparcie innym.

I znowu memy, wszędzie memy. Mój internet zalały fotomontaże z twarzą Kaczyńskiego. Czy jest jakiś sposób żeby zablokować FB tak, żeby te wszystkie memy nie trafiały do mojego komputera??
Wiadomo z różnych badań, że posługiwanie się humorem pozwala uzupełnić zasoby energii zużytej podczas stresu związanego z tłumieniem lęku i dlatego w pewnym sensie są te wyklejanki dowodami jakiegoś zbiorowego przestrachu. Ale bardziej mnie razi co innego. Bo jest też tak, że kiedy reagujemy na coś, zużywamy energię, i potem będzie bardzo trudno zareagować drugi raz albo w inny sposób. Może więc lepiej jeśli nie jest czas na fight, nie robić także flight, nie robić nic, i nie wydatkować energii na dzierganie w fotoszopie tej brzydkiej twarzy przeklejanej ze zdjęcia na zdjęcie po raz enty, bo to nas tylko zubaża energetycznie, nie mówiąc o tym, że pewnie zaspokaja czyjeś narcystyczne licho-wi-co.

Kasia Wasilewska-Wojtan (fb)

3 comments on “Twardy opór miękką kreską

  1. MW
    18 lipca 2016

    Metoda na czasie. Tyle, że teraz na Zachodzie maluje się wzorki kredkami na chodnikach. Piorunujący efekt murowany.

  2. Anka
    19 lipca 2016

    „Może więc lepiej jeśli nie jest czas na fight, nie robić także flight, nie robić nic, … bo to nas tylko zubaża energetycznie, nie mówiąc o tym, że pewnie zaspokaja czyjeś narcystyczne licho-wi-co.”
    Mam podobne obawy. Ja też mam już dosyć tej twarzy, tych twarzy. Z jednej strony źle się czuję, nie robiąc nic, z drugiej „szkoda mojego czasu na… tego pana”.
    Multiplikując ją, utrwalamy i pozycjonujemy osobę, stemplujemy jej wizerunkiem każdą wolną przestrzeń, odbieramy sobie tę przestrzeń, bo twarz jest już w naszych umysłach. Pozwalamy się okradać z czasu i energii, z dobrego samopoczucia. Sami to sobie robimy. Krzywimy się na pomniki, które chcą nam stawiać, a co innego my robimy? Stawiamy pomniki.
    „Nie ważne co piszą, byle pisali”, i „ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”. Ta twarz, śmieje się nam w twarz.
    Dlatego infamia to jedyne wyście. Należy udawać, że ta twarz nie istnieje. Można ewentualnie zastąpić ją inną formą, ale jako taką wymazać. I warto zachować siły na przyszłość. Rozładowując frustrację w ten sposób, obniżamy ciśnienie w „pontonie”. Kiedy będzie potrzebny, będzie „wypompowany”.

    • Krysia Kierebinski
      20 lipca 2016

      Bardzo dziękujemy!Także za inspirację:-) Ten wypompowany ponton to świetna przenośnia; aż sie prosi o nowy tekst…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 18 lipca 2016 by in FB, KULTURALNIE, TEKSTY NASZE WYBRANE and tagged , , , , , , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.