web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Szczyt ostrożności

Ewa Oranowska-Wróbel


Z archiwum Pixabay https://pixabay.com/en/dangerous-police-helicopter-1282330/

Z archiwum Pixabay 


Moje dzieciństwo i młodość to PRL. Różne wypadki i przypadki się trafiały. Przeżywaliśmy Czerwiec Poznański 1956, Marzec 68, Radom 76 i strajki w stoczni, które zapoczątkowały Solidarność – tę pierwszą, prawdziwą, pod wodzą Lecha Wałęsy. Pamiętam pałowanie demonstrantów w różnych okresach historii Polski, polewanie z armatek wodnych farbowaną wodą i wyłapywanie później tych pofarbowanych.

Pamiętam pochody pierwszomajowe w czasach jeszcze stalinowskich, które oglądałam jako mała dziewczynka, chociaż moja rodzina nigdy w nich nie maszerowała. Wtedy władza jakoś nie bała się narodu i – wprawdzie otoczona ubekami w prochowcach – maszerowała razem z ludem pracującym.

Później władza zaczęła się nieco obawiać; chyba w myśl przysłowia „kto źle broi, ten się boi”. Władza zazwyczaj stawała na trybunie, w razie czego mając za plecami zapewnioną drogę ucieczki. Ze zdziwieniem i zazdrością oglądałam w kinie jakieś amerykańskie filmy i kroniki filmowe, na których władza była wśród tłumu własnych obywateli. Z ochroną, to prawda, a jednak podawała rękę i rozmawiała z ludźmi. To się wydawało dla mnie, Polki, niemożliwe, jak opowieść science fiction.

Wprawdzie bywało, że nasza władza bała się obywateli, ale jednak kiedy przyjeżdżali przywódcy obcych państw, chętnie tymi obywatelami, uśmiechniętymi i radosnymi, wesoło machającymi na powitanie chorągiewkami, obstawiała wszystkie główne ulice na trasie przejazdu gości. Do witania niektórych głów państw, na przykład kiedy przyjechał Charles De Gaulle, nikt zresztą obywateli nie musiał namawiać. Często nawet nie było żadnych płotków na trasie przejazdu gości.

Później, po odzyskaniu przez nas przed 26 laty niepodległości, zrobiło się jakoś swobodniej. Nasi politycy przestali się nas bać, a my zaczęliśmy ich bardziej szanować. Stali się nasi, bliscy, nie bali się znaleźć wśród nas na ulicy, czasem można było z nimi zamienić kilka słów, przywitać się. Politycy lubili nas, a my polityków, chyba że któryś zachowywał się po chamsku i rzucił w stronę emeryta „spieprzaj dziadu” albo powiedział o dziennikarce „ta małpa w czerwonym”.

Osiem lat temu los zesłał nam, do czego w ogromnym stopniu przyczynili się wyborcy, polityków zupełnie innego formatu, kulturalnych, niebojących się własnych obywateli, otwartych na kontakty z własnym społeczeństwem, pojawiających się to tu, to tam podczas różnych mniejszych i większych uroczystości. Pan Prezydent Bronisław Komorowski i jego żona, Pani Prezydentowa Anna Komorowska, zachowywali się normalnie. Ochronę mieli, to oczywiste, ale nie bali się ludzi. Widocznie sumienia mieli czyste. Nie boi się ludzi Aleksander Kwaśniewski ani Lech Wałęsa, ani Władysław Frasyniuk, ani wielu, wielu innych.

Ostatnio prezydent wszystkich Polaków nie pokazuje się ani na ulicy, ani nawet nie wychodzi do ludzi przed Pałac Prezydencki. Podobnie zresztą jak prezes „zwycięzca”, który porusza się jedynie otoczony zwartym murem ochroniarzy.

Podczas Szczytu NATO w Warszawie władza odgrodziła nas od gości, usuwając z ulic ludzi, wznosząc mury, niemal rozciągając druty i budując zasieki. Nawet nie można było pomachać Prezydentowi Obamie. Jeszcze kilka lat temu, kiedy był w Warszawie za czasów Prezydenta Bronisława Komorowskiego, można go było spotkać i nawet przywitać się z nim na Placu Zamkowym. Obecna „władza wszystkich Polaków”, jak widać cofa nas do modelu stalinowskiego PRLu. Mury, druty i zasieki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 9 lipca 2016 by in FB, Z ZIEMI WOLSKIEJ and tagged , , , , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.