web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Relacja dziewuchy

Alicja Magdalena Molenda

Mój udział w Marszu w Warszawie 18.06.2016.
Prawa Człowieka – Prawami Kobiet!

Z archiwum Autorki

Z archiwum Autorki

Wracałam do Berlina samotnie. Grupa z Trójmiasta wyjechała kilka godzin wcześniej, równie podekscytowana. Mając jeszcze kilka godzin pobłąkałam się po Warszawie i wróciłam na dworzec autobusowy, gdzie rozpoczęła się moja warszawska przygoda. Gdy czekałam na autobus do Berlina w prawie pustej poczekalni, pośród garstki zaspanych i zmęczonych podróżnych, przydarzyła mi się kolejna psychodrama z cyklu „Ratujmy Kobiety”.Marsz Godności/Protest Kobiet


Zapewne wszystkim, którzy śledzą wydarzenia na facebooku, znana jest ta inicjatywa, zapoczątkowana przez garstkę dziewczyn, ktore poznały się w grupie Dziewuchy Dziewuchom. Sprawy dotyczące kobiet zawsze leżały mi na sercu

i na duszy; odkąd pamiętam, śledziłam wszelkie poświęcone temu grupy, akcje czy inicjatywy kobiece. Przypuszczalnie impulsem do tego były w dużej mierze moje własne przeżycia i trudne doświadczenia, ale nie chcę tu poruszać spraw osobistych.

Nastał w końcu dzień, gdy na facebooku pojawiła się grupa Marsz Godności/Protest Kobiet, i oczywiście przystąpiłam do niej ochoczo, rozsyłając posty o istnieniu takiej inicjatywy na wszystkie znane mi i odwiedzane grupy FB. Dziewczyny działały z rozmachem i nie trzeba było długo czekać na ogłoszenie oficjalnej daty Marszu Godności w Warszawie, który miał rozpocząć sie na Placu Zbawiciela, za pięć dwunasta, 18 czerwca 2016. O tym, że taki Marsz w ogóle się odbędzie wiedziałam już dużo wcześniej i od razu zapadła decyzja: Jadę!!! Bez względu na odległość Berlin – Warszawa, bez względu na wszystkie okoliczności – jadę i koniec! Wreszcie powstała inicjatywa, z którą mogę się w pełni zidentyfikować.

Moja podróż z Berlina rozpoczęła się już 17 czerwca, w piątkowy wieczór. Wsiadłam do Polskiego Busa i przemierzyłam kilkaset kilometrów. Po około 9 godzinach jazdy przywitałam o 5.00 rano dworzec autobusowy – Warszawa Młociny.
Tam dane mi było spotkać i wreszcie poznać osobiście cudowną grupę przybyłą z Trójmiasta, z którą spędziłam następne godziny w Warszawie. Dziękuję Grupo Trójmiasta!!! Byliście dla mnie wielkim oparciem i jestem szczęśliwa, że nie jesteście odtąd dla mnie tylko facebookowymi profilami, lecz żywymi ludźmi z krwii i kości, z którymi łączą mnie od tej chwili cudowne wspomnienia. Na zawsze je zachowam. Trójmiasto było i jest mi bliskie, bo tam się urodziłam, dorastałam i wkraczałam w dorosłe życie.

Z archiwum Autorki

Z archiwum Autorki

Pod skrzydłami Grupy Trójmiejskiej ruszyłam ku Placu Zbawiciela. Byliśmy tam jednymi z pierwszych. Na Placu była tylko mała grupa panów z obsługi nagłośnienia. Czułam, jak wzbierają we mnie emocje, a przypływ adrenaliny każe zapomnieć o nieprzespanej nocy i zmęczeniu. To wszystko nie było ważne! Liczyło się tylko to, że tu jestem i za chwilę wezmę udział w wydarzeniu, które na parę godzin zjednoczy wiele kobiet.

Punktualnie za pięć dwunasta rozpoczęła się demonstracja. Jeszcze przed wymarszem zostałam zaczepiona przez reporterów TVN i zmuszona do udzielenia dwóch wywiadów. Zapewne plakat, który dzierżyłam dziarsko w rękach przyciągnął uwagę mediów: „RESPEKTUJ MOJE PRAWA, PRAWA CZŁOWIEKA PRAWAMI KOBIET”.

Z archiwum Autorki

Z archiwum Autorki

I tak, zagrzewana przez liderki Marszu, muzykę i tłum skandujący hasła przemaszerowałam ulicami Warszawy, by wykrzyczeć swój sprzeciw! Chociaż nie mieszkam w Polsce, to sprawy dotyczące mego kraju bardzo mnie poruszają i bolą, a sprawy kobiet bolą mnie w szczególności. Nie godzę się na instrumentalne traktowanie kobiet w życiu społecznym, w polityce i pod każdym innym względem. Protestuję przeciw temu, że nie respektuje się naszych praw, które gwarantuje nam Konstytucja. Lata zaniedbań w edukacji społeczeństwa zrobiły swoje.

Myślę, że takie wspólne inicjatywy kobiet pomogą innym Polkom dostrzec problem, którego być może jeszcze nie dostrzegają, albo nie mają dość odwagi, by tupnąć nogą i powiedzieć głośno NIE! To ostatni dzwonek na przebudzenie się Polek z letargu, ostatni sygnał alarmowy zanim otaczający nas „szczególną troską” rząd PiS definitywnie zamknie nam usta.

Z archiwum Autorki

Z archiwum Autorki

Musimy zrobić wszystko, by przeciwstawić się barbarzyńskiej ustawie antyaborcyjnej i wszelkim „dobrym zmianom”, przekładającym się w istocie na systematyczne pogarszanie się sytuacji kobiet w Polsce pod każdym niemal względem.

Na tym Marszu poczułam, jaka siła drzemie w nas, Kobietach. Poczułam babską solidarność i jedność, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłam. Poczułam naprawdę coś wielkiego i tego uczucia nikt mi nigdy nie zabierze!

Wracałam do Berlina samotnie. Grupa z Trójmiasta wyjechała kilka godzin wcześniej, równie podekscytowana. Mając jeszcze kilka godzin pobłąkałam się po Warszawie i wróciłam na dworzec autobusowy, gdzie rozpoczęła się moja warszawska przygoda. Gdy czekałam na autobus do Berlina w prawie pustej poczekalni, pośród garstki zaspanych i zmęczonych podróżnych, przydarzyła mi się kolejna psychodrama z cyklu „Ratujmy Kobiety”.

Zauważyłam, że do damskiej toalety pewnym krokiem podąża mężczyzna. Przez chwilę pomyślałam: pomylił toalety, nie zauważył kółka… Na chwilę o nim zapomniałam, gdy nagle wybudził mnie przeraźliwy krzyk, wrzask kobiety, który wypełnił całą poczekalnię. Nikt, ale to nikt z siedzących nie zareagował, nikt się nie zerwał do pomocy… Rzuciłam bagaż, torebkę i telefon, wszystko pozostawiając na pastwę losu i wpadłam do toalety. W tymże momencie wyparował z niej pośpiesznie ów mężczyzna i uciekł. Zdołałam dokładnie zapamiętać jego wygląd, posturę i ubranie, instynktownie rejestrowałam jego fizjonomię, jakbym wiedziała, że będzie to potrzebne. Niestety nie miałam dość refleksu by go złapać i zatrzymać, dałam mu zbiec. Kiedy się upewniłam, że kobiecie napastowanej w toalecie nic się nie stało, wybiegłam do poczekalni, opieprzając znajdujących się tam ludzi za brak jakiejkolwiek reakcji. Odnalazłam służby porządkowe, zgłosiłam incydent i poczekałam na policję, której jak zwykle w takich przypadkach się nie śpieszyło. Napadnięta kobieta sama zaś się oddaliła i wyjechała, jakby to zdarzenie osobiście jej nie dotyczyło.

Ja zaś wracałam do domu z poczuciem spełnienia obywatelskiego obowiązku, a może bardziej z czystym sumieniem, że nie zachowałam się jak cała „poczekalnia”. Ale jednocześnie zasmucona brakiem jakichkolwiek reakcji i całkowitym zobojętnieniem społecznym, jakiego byłam świadkiem. „Ratujmy Kobiety!” Ratujmy nawet wtedy, kiedy same na pozór nie chcą być ratowane z różnych przyczyn, bo się boją, wstydzą lub jeszcze nie wiedzą, że zasługują na równość, godność i szacunek.

Do Berlina dotarłam w niedzielny poranek, pełna emocjonujących wrażeń, wspomnień i nowo nawiązanych przyjaźni.

Z archiwum Autorki

Z archiwum Autorki

Dziekuję Organizatorkom, Kobietom, Dziewczynom i Dziewuchom i wszystkim, którzy pozwolili mi przemaszerować ulicami Warszawy i poczuć więź, jaka nas wszystkie łączy. Dziękuję za najlepszą demonstrację, jaką dane mi było przeżyć. Jesteście wielkie, cudowne i odważne!

Wszystkim innym Kobietom życzę zaś, by wyzbyły się lęku, uprzedzeń, nieśmiałości… By zaczęły głośno mówić o tym, co je boli i czego oczekują. By umiały głośno zaprotestować przeciw narzucaniu im przez innych postępowania i światopoglądu, ktory nie jest zgodny z ich własnym.

Bądźcie świadome Waszych praw!!! Walczcie o ich egzekwowanie!!! Nie gódźcie się nigdy na decydowanie o Waszym życiu i Waszym ciele bez Waszej zgody!!! Nic o Nas bez Nas!!!

Berlin 20.06.2016

Tekst ukazał się na blogu ewamaria2013. Dziękujemy za udostępnienie

Autorką zdjęć w galerii jest Marzena Laskowska. Dziękujemy za zgodę na wykorzystanie

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 27 czerwca 2016 by in FB, TERRAFEMINA, Z ZIEMI WOLSKIEJ and tagged , , , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.