web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Mój wypad do Władcy

Andrea-Hanna Huenninger, „Zeit Online”, 04-05-2016.

Tłumaczenie dla Democracy is OK Marzanna Dyjak-Diederich (za zgodą Autorki)  

Fot. Dorota Zawadzka

Fot. Dorota Zawadzka

Krótko przed Świebodzinem zatrzymujemy się, żeby się zorientować, w jakim kierunku mamy dalej jechać, bo nie ma ani jednego drogowskazu, który by prowadził do tej sensacyjnej figury. Okno otworzyć. Pytać się. Młody Polak patrzy na południe, potem na północ, wygląda to tak, jak byśmy mu pytanie o kierunek jego wiary zadali.

Tuż za polsko-brandenburską granicą widać gigantyczną figurę Jezusa. Jest całkiem jasne: Tutaj zaczyna się kraj Chrystusa. Podróż wniebowstąpienia.

Niedaleko od Frankfurtu nad Odrą stoi na polu samotny Jezus. Pomnik, jak inne monumenty znajdujące się na każdym kontynencie: Statua Wolności w Nowym Jorku, Chiński Mur, no i tu ten – europejski Jezus, którego nikt nie zna, nikt nie lubi, nawet sami Polacy go nie lubią.

Gdy przeczytałam, że na granicy Jezus ten stoi, pomyślałam sobie: muszę tam pojechać. Moi rodzice byli komunistami z Turyngii. Z punktu widzenia moich rodziców wiara była terroryzmem i szaleństwem. Ja jestem niewierząca. Ale tego Jezusa chciałam zobaczyć.

Najpierw pooglądałam sobie zdjęcia i poczytałam: Jezus ze Świebodzina ma – jeżeli doliczy się wzniesienie, na którym stoi – ponad 50 metrów wysokości i zrobiony jest z betonu. Na jego głowie zatknięto złotą koronę, podtrzymywaną specjalnym rusztowaniem. Z daleka to rusztowanie wygląda jak korona cierniowa. Sam Jezus sprawia wrażenie, jak gdyby dokładnie wiedział, co robi, co jest rzadkością – to, że ktoś dobrze wie, co robi. Stoi, to widać na mapie, niedaleko supermarketu w Świebodzinie. Wybudowany został przez małych, tragicznych ludzi, takich jak my wszyscy. Tragiczni mali ludzie, którzy chcą wszystkiego, co najlepsze, ale nic im z tego nie wychodzi. Oni przeżyli to samo, co ja: tę dużą porażkę, oczekiwanie cudów, doświadczenie postkomunizmu.

Świebodzin, Chrystus https://pixabay.com/sv/polen-świebodzin-staty-bild-1415084/

Zdjęcie z archiwum Pixabay

Zaraz tam pojedziemy, na to pole w Polsce, pomyślałam sobie. Pielgrzymka. Wzięłam na drogę wszystkie artykuły, które znalazłam. Podróż w ramiona Jezusa.

Te otwarte ramiona mają rozpiętość 24 metrów. Nie licząc wzgórka, na którym stoi, ma 36 metrów wysokości i jest największą figurą Jezusa na świecie. Większą niż – obojętnie, czy państwo w to wierzą, czy nie – od Cristo Redentor w Rio de Janeiro oraz Cristo de la Concordia w Boliwii.

W 2007 roku w Lizbonie, w jednym z programów telewizyjnych, ogłoszono nowe „siedem cudów świata”, między nimi był Cristo Redentor. Jezus ze Świebodzina jeszcze wtedy nie istniał.

Po tym programie nieżyjący już ks. Sylwester Zawadzki zaczął planować nowy cud świata („Nie ja miałem ten pomysł, tylko Jezus”). Zapał był ogromny, wręcz amok, tylko pozwolenia na budowę brakowało, a na pewno nie na figurę takiej wielkości. Lecz fakt, że miał powstać cud światowy, spowodował, że urzędy i instancje kontrolne przymknęły oko. Ile ta figura kosztowała, tego do dzisiaj nie wie nikt, bo jak czytałam, sfinansowana została ze środków prywatnych. Koszta szacuje się na 1,5-3 miliony euro. Nawet niezbyt drogi, taki cud świata.

Z drugiej strony, podczas jazdy samochodem przez całkowicie wolną od chrześcijaństwa Brandenburgię, trudno pozbyć się myśli, że to szaleństwo. Tuż za granicą zaczyna się kraj, który jest tak katolicki, że ludzie wydają tam dużo pieniędzy na olbrzymiego Jezusa. Trzy miliony.

Czytam dalej. 21 listopada 2010 roku biskup Zielonej Góry i Gorzowa, Stefan Regmunt, poświęcił uroczyście wybudowanego, gotowego Jezusa. Obecny był też emerytowany arcybiskup Wrocławia, Henryk Roman Kardynał Gulbinowicz. Podobno niemieckie firmy kupiły działki w okolicy. Hotele, bary i inne atrakcje miały ożywić to pole wokół figury oficjalnie nazwanej Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Ponieważ świebodziński Jezus jest większy od Cristo Redentor w Rio, ks. Sylwestrowi Zawadzkiemu ponoć zaproponowano, żeby urządzać tam i karnawał.

Cała otoczka: kto co tutaj kupił, kto czerpie z tego zyski i ile pieniędzy gdzieś wsiąknęło – pozostaje nadal nieznana. Ksiądz Zawadzki niechętnie rozmawiał z prasą: „Bo wy kłamiecie”, wyjaśnił polskiemu dziennikarzowi w tekście, który został opublikowany w małej gazecie przed kilkoma laty. „Na przykład to, że wydałem 60 milionów na figurę Króla Chrystusa. A przecież ja sam nawet nie wiem, ile to kosztowało. Przecież nie będę o świętej rzeczy księgowości prowadził”. Burmistrz Dariusz Bekisz wypowiedział się w tym samym tekście następująco: „Sceptyków zapewniam, że publiczne pieniądze na Jezusa nie zostały wydane. Ludzie sami zebrali pieniądze i mają prawo nie pytać o to, ile pieniędzy się uzbierało. Ja nie wiem, może są ludzie, dla których jest to dziwactwem. Są ludzie, którym do praktykowania wiary wystarczy krzyżyk na piersiach i spacerek po łące. Ale ja widzę też takie sceny: przychodzi duża rodzina z Niemiec, wszyscy stają w jednym rzędzie u stóp rzeźby i płaczą. Tak, ze swej strony mogę powiedzieć, że Jezus mi pomaga, a nie, że mi przeszkadza. A poza tym, po co tyle słów? Odkąd Jezus jest u nas, to już dużo zrobił dla Świebodzina”.

On? Jezus.

Moja podróż była bardzo wesoła. Za granicą, którą widać gołym okiem, bo rzeczywiście różnica między Niemcami a Polską jest do dzisiaj wyraźna – za granicą kupiliśmy kilka bułeczek z rybą i podejrzaną polską colę.

Jest ciepło. Powietrze jest czyste i niebo błękitne. Nie lubię za bardzo tych wschodnich okolic. To są kraje bloku wschodniego, w których wciąż widać sowieckie niszczące struktury. One nie zniknęły, to właśnie kapitalizm sprawił, że ostrzej je widać.

Krótko przed Świebodzinem zatrzymaliśmy się, żeby się zorientować, w jakim kierunku mamy dalej jechać, bo nie ma ani jednego drogowskazu, który by prowadził do tej sensacyjnej figury. Okno otworzyć. Pytać się. Młody Polak patrzy na południe, potem na północ, wygląda to tak, jak byśmy mu pytanie o kierunek jego wiara zadali. Powoli pokazuje ręką na wprost. Jeszcze jedno pytanie: co jeszcze warto zwiedzić w Świebodzinie poza figurą Jezusa Króla? Małe zamieszanie i trochę problemów z porozumieniem. Co jest w okolicy? W okolicy można dobrze kartofle posadzić, powiedział, i miał na myśli to pole, na którym Jezus stoi.

Figura Jezusa, która jest większa od aktualnego cudu świata, stoi między kartoflami. To jest najbardziej na świecie nieznany cud świata. Znajduje się tutaj, w Polsce, tuż za Frankfurtem nad Odrą, tuż za granicą z niewierzącymi, wschodnimi Niemcami. Jezus stoi jak żołnierz w środku postkomunizmu, tak sobie myślę.

I wtedy ten wielki moment.

Gdy figura pojawia się na horyzoncie, robi brutalne wrażenie. Tak jak robią to wszystkie zbyt duże pomniki. Przygniatająca estetyka gwałtu. Nasuwa się pytanie: kiedy ten Jezus się poruszy?

Na mnie robi wrażenie, jakby był nie na miejscu. Jakby przypadkowo spadł na ziemię, w sam środek pola, między supermarketem Tesco a betonowym osiedlem. To obraz, który dość dobrze opisuje współczesną Polskę. Ślady komunizmu i kapitalizm wkraczający pod postacią olbrzymiego supermarketu w niewielkiej miejscowości. Tutaj właśnie, to znaczy na skrzyżowaniu dwóch głównych tras, i w zasadzie na wjeździe do miasta, stoi on, ten Jezus.

Ten pretensjonalny obraz postkomunizmu jest tak przytłaczający, że wręcz sprawia ból. Postkomunizm w kraju Chrystusa. Można by powiedzieć, że właśnie tutaj dano nam możliwość wyboru ideologii. Cywilizacja i pole, jedno działa na drugie.

Zdjęcie znalezione na portalu Wykop http://www.wykop.pl/wpis/1628139/rzeczywiscie-jezus-stoi-w-swiebodzinie-i-pilnuje-n/

Zdjęcie znalezione na portalu Wykop 

W ten sposób Jezus stał się dla mnie ekwiwalentem socjalistycznych blokowisk. I wszyscy się cały dzień na siebie patrzą. Jezus na Tesco, Tesco na betonowe osiedle, betonowe osiedle na Jezusa. To ma w sobie coś demonicznego. Tak musiałby wyglądać Sąd Ostateczny!

Mam przy sobie jeszcze jedną lekturę o Jezusie.

Świebodzin liczy około 22 tys. mieszkańców. Figurę zbudowano z żelbetonu, mówiłam już o tym? I jak już wspomniałam, nie było pozwolenia na budowę. Czytałam, że dziennikarz „Gazety Lubuskiej” zadał pytanie: „Czy przeciętny obywatel mógłby liczyć na to, że zostanie przymknięte oko, gdyby on tak samowolnie wybudował coś takiego?”.

Jedziemy wąską drogą, po lewej i prawej stronie zarośnięte wysypiska: tu dawno już nic nie było robione. Na olbrzymim parkingu stoi jeden samochód. Sobota popołudnie. Słońce uśmiecha się jeszcze śliczniej. Droga krzyżowa Jezusa zaczyna się już na parkingu. Do figury wiodą duże płyty z kamienia. Jezus waży ponoć 440 ton. Na tablicy czytamy: palenie papierosów, picie alkoholu i wyprowadzanie psów zabronione. Krótko później pojawia się grupa motocyklistów w ciężkich skórzanych kurtkach i wielkich czarnych okularach. Zaparkowali, zapalili papierosy, wypili coś – przed tym martwym hotelem niedaleko Jezusa. Może są na pielgrzymce? Milcząc jem bułeczkę z rybą.

Dlaczego oprócz nas prawie nikogo tu nie ma? Burmistrz, księża, inwestorzy i gastronomi byli przed kilkoma laty przecież tak pewni, że tym Jezusem przyciągną miliony turystów. To jest logiczne: gdy buduje się coś tak wielkiego, to nawet myśl, że turyści sami przyjadą, tak jak do Rio, nie jest głupia. Ale gdzie się podziali ci wszyscy wierzący tego świata? Nie chcą jechać do Polski? Może rzeczywiście brakuje karnawału pod Jezusem?

Najwyraźniej ten drugi samochód na parkingu należy do trzech młodych ludzi, którzy u stóp Jezusa otworzyli kilka puszek Lecha, dobrego polskiego piwa. Obok figury jest kawiarnia, od dłuższego czasu zamknięta, nieużywana. Wszędzie stoją duże popielnice. Z garażu koło kawiarni starszy Polak w granatowych, roboczych spodniach przeładowuje kilka skrzynek do swojego kombi. Trochę dalej stoi hotel, który wygląda na dość nowy, ale nie jest otwarty. Wygląda też na to, że nigdy nie będzie. Te ingredienty pięknej i pełnej sukcesu przyszłości stoją jak upiory na polu. Niespełnione cuda. Wielkie zaangażowanie, tylko zły kierunek.

W zasadzie dla wszystkich biorących udział w tym przedsięwzięciu było jasne, że tutaj będą się działy cuda. Współpracownica ks. Sylwestra Zawadzkiego powiedziała ponoć do wyżej wymienionego dziennikarza, że na przyszły sezon oczekiwane są cuda. Co ksiądz uzupełnił: „Pierwszy już był… jeden z pracowników firmy budowlanej cudem przeżył, gdy spadła na niego stalowa płyta”.

Ta tragiczna historia miała ciąg dalszy. Sylwester Zawadzki zmarł w roku 2014. W testamencie postanowił, że jego serce ma być pochowane u stóp Jezusa. Życzenie to zostało spełnione. Wszystko zorganizował ks. Zygmunt Zimnawoda, następca ks. Zawadzkiego, i w obecności wierzących pochował tam jego serce.

Dzisiaj przypomina o tym tablica pamiątkowa, mimo że było to przedsięwzięcie nielegalne i prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Oskarżonym jest lekarz, który wyjął serce ze zwłok.

Na tej nowej, białej tablicy z marmuru znajduje się także zdjęcie ks. Sylwestra Zawadzkiego. Spogląda z niego miły, zadowolony starszy pan, który działał w imieniu Jezusa.

W dniu pierwszej rocznicy śmierci ks. Zawadzkiego w Rio de Janeiro piorun trafił w figurę Cristo Redentor i odłamał duży kawał kciuka lewej ręki. Może to był właśnie ten cud, o którym marzył ksiądz Zawadzki. Ten polski, nieznany cud świata nie został uszkodzony i stoi dalej. Patrzę Jezusowi w oczy, on nie zwraca na mnie uwagi. No to patrzę jak on, na pola, które się przed nami rozprzestrzeniają i są jeszcze kompletnie brązowe, bez kartofli i innych roślin. Przez krótki moment rozumiem ten świat.

Fot. Robert Myśliński

Fot. Robert Myśliński

Oryginalny tekst: Quelle.

One comment on “Mój wypad do Władcy

  1. Leszek Berger
    26 lipca 2016

    Pisałem już niejedno na ten temat, mam to utrwalone w postaci plików graficznych. Nadawałoby się na komentarz, ale nie wiem, czy i jak mogę to wkleić. Moje koordynaty znacie. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.