web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Radość, choć jeszcze bez Ody

Janusz Wołoszyn

Januszw_01

Brak hymnu Unii uważam za niedopatrzenie. Ale poza tym nie kwaszę, że hasła były nie takie, że za ostro, że nie można do „nich” mówić tym samym językiem, że coś tam. Było wspaniale: momentami podniośle, jak zwykle radośnie, łatwo wchodziło się w relacje z innymi ludźmi i w wymiany zdań z dziesiątkami obcych osób (życzliwych, uśmiechniętych, z poczuciem humoru – gdzie one się wszystkie ukrywają przez resztę czasu?).

Pamiętam, że na lekcji muzyki w komunistycznej podstawówce uczyli mnie kiedyś – małego Jasia – śpiewać „Odę do radości”. Choć z pamięcią u mnie w sumie krucho, to i tak zaśpiewałem wczoraj kumplowi pierwsze dwie zwrotki (z, jak się okazuje, raptem trzech istniejących): „O, radości, iskro bogów, kwiecie Elizejskich Pól, Święta, na twym świętym progu staje nasz natchniony chór”… Biorąc pod uwagę fakt, że KOD-owsko-opozycyjna manifestacja stanowić miała wyraz naszego przywiązania do UE i jej wartości, oraz drugi fakt, że Mazurek Dąbrowskiego zabrzmiał dwukrotnie, w pełnej (obecnie), czterozwrotkowej formie, brak hymnu Unii uważam za karygodne niedopatrzenie organizatorów.

Ale poza tym nie kwaszę, że hasła były nie takie, że za ostro, że nie można do „nich” mówić tym samym językiem, że coś tam. Było wspaniale: momentami podniośle, jak zwykle radośnie, łatwo wchodziło się w relacje z innymi ludźmi i w wymiany zdań z dziesiątkami obcych osób (życzliwych, uśmiechniętych, z poczuciem humoru – gdzie one się wszystkie ukrywają przez resztę czasu?). O sukcesie manifestacji najlepiej świadczyły wieczorne Wiadomości w TVP1 (nie żebym oglądał je codziennie, same się włączyły), w których podano, że „w Warszawie odbyły się dziś trzy manifestacje” i że „najliczniejszą z nich była zorganizowana przez KOD i opozycję” zakończona „programem artystycznym” (tu już należy dodać, że cudzysłów pochodził od prowadzącego i oznaczał tzw. sarkazm) – zacytowano tylko lidera Big Cyca: „Dobra zmiana wkracza do mojego sracza” i refren z piosenki tegoż Big Cyca: „Płoną opony – jestem wkurwiony”, żeby Prawdziwa Polska wiedziała, że określenie „gorszy sort” było w Delikatnych Ustach Prezesa jedynie eufemizmem, na który w żaden, ale to żaden sposób sobie nie zasłużyliśmy.

Z przyczyn osobistych spodobało mi się przede wszystkim to, że po raz pierwszy na takiej ogólnej manifestacji pojawił się (i został dopuszczony do głosu! – w dodatku, o ile pomnę, pomiędzy posłanką Nowoczesnej p. Gasiuk-Pihowicz a samym panem ex-prezydentem Komorowskim) przedstawiciel środowisk LGBT, który mówił z zapałem, przejmująco (nie bał się wspomnieć o gejach, osobach transpłciowych, Romach czy muzułmanach), nie zostawił suchej nitki zarówno na PiSie, jak i na PO i w końcu zebrał brawa (gratulacje!), a także to, że liczba tęczowych flag ustępowała tylko liczbie flag biało-czerwonych i niebieskich z żółtymi gwiazdkami (Komorowski zauważył w swoim wystąpieniu tylko flagi PL, UE, PO, .N i PSL-u, ale wspomniał dobrotliwie o „różnych stowarzyszeniach i środowiskach”). Mam nadzieję, że się zrehabilituje i poprowadzi również Paradę Równości 11 czerwca ;), która w końcu – jako żywo – będzie dotyczyć wartości w Unii Europejskiej cenionych.

Przez ponad połowę marszu byłem jednym z niosących półtorakilometrową biało-czerwoną wstęgę, a po dojściu na Pl. Piłsudskiego – jednym z głównych organizatorów jej sprawnego zwijania. I tu zrodził się konflikt (jak to zwykle u Polaków) dotyczący tego, w którą stronę należy ją ciągnąć. Przez parę minut aranżowałem scenki jak z „Dnia świra” („Moja racja jest najmojsza”) – było trochę wesołego „przeciągania liny”, a później spytałem stojącą koło mnie starszą panią, czy nie ma nożyczek, przy użyciu których moglibyśmy wyciąć dla siebie parę metrów materiału na jakieś oszałamiające, patriotyczne kreacje (jako najgorszego sortu komunistka i złodziejka przyznała z dumą, że czerwony to „jej kolor”). Nożyczki co prawda w końcu się znalazły, no ale wtedy już dziarscy panowie zwijali flagę w rulon (oczywiście nie od tego końca, od którego należało!) i nasz plan spalił na panewce.

Moim zdaniem w okresie wiosenno-letnio-jesienno-zimowym (choć miejmy nadzieję, że sytuacja nie będzie tego jednak wymagała) tego rodzaju manifestacje mogłyby być organizowane w każdą sobotę. Spotkać tu można zarówno dawno niewidzianych przyjaciół, kumpli z liceum, znajomych ze studiów, kolegów z pracy, byłych studentów, poprzekomarzać się z pewną dwudziestolatką i pośmiać z dziarską osiemdziesięciolatką. Serce rośnie, gdy dociera do człowieka, że nie jest jedynie samotnym, sfrustrowanym oglądaczem „Szkła kontaktowego” (jak to było w latach 2005-2007), ale że takich niezadowolonych jak on jest znacznie, znacznie więcej i… wcale nie są sfrustrowani. Czy było nas wczoraj 250 tys. (jak podała HGW, pani na ratuszu – też w sumie mogłaby się po raz pierwszy przemóc i przybyć 11 czerwca lub choćby objąć patronat) czy choćby raptem te 45 tys., których doliczyła się policja (swoją drogą jest postęp! – jeszcze w marcu policja umiała liczyć tylko do 17 tysięcy), to jak na kraj, którego mieszkańcy w sumie raczej nie lubią się angażować w cokolwiek, to było nas naprawdę baaaaardzo duuuuużo.

janusz 06

janusz_04 janusz_03 janusz02c janusz05

Zdjęcia: Janusz Wołoszyn, 07-05-2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 9 maja 2016 by in 7 maja 2016 - "Jesteśmy w Europie", FB, TEKSTY NASZE WYBRANE and tagged , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.