web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Fantazjujący gatunek, czyli storytelling

Stefan Rieger    (02.05.2016)

Storytelling-orange (SR)

Wszystko, co ludzkie jest fikcją. Nasza rzeczywistość z fikcji jest zbudowana, upleciona z bajek, mitów, opowieści. Z fikcji pięknych i złowieszczych, zachwycających i prymitywnych. Człowiek jest zwierzęciem, jak każde inne, lecz specjalnym. Tylko on pyta: dlaczego? Ku swej glorii i chwale, sobie i światu na pohybel. Wszechświat jako taki nie ma Sensu, jest milczeniem. Tylko my przyłożyliśmy doń pojęcie Sensu. „Na początku było Słowo” znaczy właśnie to: Słowo (czyli akcja z wektorem sensu) oznacza narodziny homo sapiens – pisze Nancy Huston w eseju o „Fantazjującym gatunku” („L’espèce fabulatrice”).

Mądra Kanadyjka, żyjąca we Francji i od lat pisząca po francusku, przetrawiła wiele uczonych ksiąg – najnowszych badań nad psychologią świadomości i fizjologią mózgu, książek Daniela Dennetta, Stevena Pinkera, Lionela Naccache czy Antonio R. Damasio, pracy Susan Blackmore o teorii memetyki… – lecz jako pisarka umiała wyssać z nich miąższ i stroniąc od wszelkiego żargonu, ująć istotę ludzkiej kondycji własnymi, wyjątkowo prostymi słowami – w eseju olśniewająco klarownym, przekłuwającym szpilą ostrej myśli balon człowieczej fikcji.

rieger_Huston

Ja-jako-konstrukcja

Od zwierząt w zasadzie nic nas nie odróżnia. Empatii, solidarności i nawet inteligencji w naturze pełno i  co dzień nowe odkrycia uczą nas skromności. Jedyna różnica to świadomość, czyli inteligencja plus czas, innymi słowy: narracyjność. Sztuka opowiadania i nazywania świata, nadawania mu kierunku, trajektorii i sensu. Wchłaniamy ją wraz z językiem.

Mały człowieczek uczy się szybko mówić: ja. Mały szympans – nie. Często liczy sprawniej od nas i nawet lepiej oszukuje, jak sroka lub kruk, ale z trudnością powie ja. Otóż ja to fikcja, jak wszystko inne. Nikt nie rodzi się sobą, lecz nim mozolnie się staje, budując to hipotetyczne ja z wydatną pomocą innych. „Trzeba całej wioski, by wychować dziecko”, mówi afrykańskie porzekadło. Dziś wioska jest globalna, co ma swoje wady i zalety.

Przyjęcie w świecie dziecka polega (pisze Nancy Huston) na opowiedzeniu mu historyjek, które wymoszczą mu miejsce w środku wielu koncentrycznych kręgów: rodziny, grupy etnicznej, Kościoła, klanu, plemienia, kraju… Aby nastało ja, musi wpierw zaistnieć pośród wielu my, z nieodzownym kontrapunktem zagrożenia, jakim są oni.

 

Arche-tekst

Jesteś nasz. Inni to wróg. Oto (per analogiam do archetypu) Arche-tekst ludzkiego gatunku, archaiczny i arcypotężny. Podstawowa struktura wszelkich prymitywnych narracji, od Wojny o ogień poprzez Trylogię po Gwiezdne wojny. Spoiwo raczkującej ludzkości i gwarancja jej zguby. Ku pokrzepieniu serc i pogrzebaniu nadziei.

Nie idzie bowiem o to, by zdemaskować i wyeliminować fikcję jako taką: bez niej by nas nie było, to podstawowy budulec naszej rzeczywistości. To po prostu nasza rzeczywistość, ulepiona z chimer i umownych znaków – lecz trzeba o tym wiedzieć: o tym, że nie ma żadnej z góry danej prawdy, lecz wszystkie prawdy są skonstruowane. Ci, którzy sądzą, że żyją w wymiarze rzeczywistym, są ignorantami, a ta ignorancja jest potencjalnie zabójcza.

Wojna jest pożądana i wytęskniona, gdyż mimo nieszczęść jakie niesie, kusi nas urokiem swej logiki Arche-tekstu, wstrzykując nam potężną dawkę Sensu. Spada raptownie współczynnik samobójstw, rośnie krzywa przyrostu naturalnego: na scenie teatru wojennego Sens jest głównym protagonistą i zapładnia wszystko, co zagubiło się w bezpłodnych wątpliwościach i czczych rozterkach.

 

Bal maskowy

Toteż jedynym ratunkiem jest uznanie wszystkich składników naszej domniemanej tożsamości za umowne. Nancy Huston rozbiera swą tożsamość na czynniki pierwsze, aby stwierdzić, że każdy jej składnik jest fikcją: imię, nazwisko, data i miejsce urodzenia, genealogia, rasa, język, religia, zawód, poglądy polityczne… Wystarczy pogrzebać głębiej, by znaleźć nadużycie, mistyfikację, iluzję, mit.

Nie miałaby nic przeciwko fikcji (jako pisarka, producentka fikcji), gdyby pozwalała jej na przezwyciężenie Arche-tekstu, owej prymitywnej narracji, wyznaczającej miejsce homo sapiens od czasów, gdy był zbieraczem i myśliwym w świecie walki o byt and full of zasadzkas.

Osoba ludzka, personnage, persona po bergmanowsku – to ktoś, kto skrywa się za maską (zgodnie z rzymską etymologią słowa, zapożyczoną od Etrusków). Maska jest naszą semantyczną wizytówką w świecie wyzbytym sensu. Od nas zależy, czy będzie mordą, czy obliczem pełnym powabu, kuszącym bogactwem niuansów.

 

Anioł i Diabeł

Dyrdymały (czyli bajki o tożsamości, mity związane z miejscem i czasem, religie i poglądy polityczne) są cenne i cudowne. Pozwalają nam przetrwać wszelkie przeciwności losu.

Dyrdymały są zgubne i przerażające. Pozwalają nam, z oczyma wlepionymi w Ideał, otworzyć kurek gazu, w celu eksterminacji nam podobnych. Dobro i Zło z jednego płyną źródła – narracji prymitywnej.

Karl Kraus, austriacki pisarz i dziennikarz (1874-1936), zrozumiał przed wszystkimi, że Diabeł (podobnie jak Anioł) tkwi w języku; że język to miejsce Sądu Ostatecznego. Podziwiając, z jaką maestrią rozbiera na czynniki pierwsze dowolną ideologię, dowolne kłamstwo przystrojone w piękne piórka, jak odcedza bezlitośnie hektolitry medialnej, mętnej i haniebnej logorei – uświadamiamy sobie, że (wbrew porzekadłu) są jednak ludzie niezastąpieni.

Nie ma dziś bodaj nikogo, kto zastąpiłby nam Krausa na polu walki o higienę umysłu. Aby mu dorównać, trzeba chcieć i móc być podobnie, bezwzględnie niezależnym. I paradoksalnie, łatwiej się pewnie na to wybić w systemie totalitarnym (a nawet i w więzieniu), niż w ustroju medialno-liberalnym, dyskretniej lecz jeszcze skuteczniej wiążącym ręce i kneblującym usta.

Kraus dokonuje oszałamiającej wiwisekcji ideologii i języka rządzących w jego czasach troglodytów, jak również – co może jeszcze mocniejsze – niezmierzonej hipokryzji elit, środowisk intelektualnych, mediów, sprzedających na wyścigi duszę prymitywom, czyli diabłu. Czy nie przydałby się dzisiaj w Polsce? I gdzie indziej?

 

Storytelling

Storytelling-IMG_0636Polityka polega głównie na opowiadaniu bajeczek. To w końcu nic nowego. Tak było pewnie od początku dziejów: aby narzucić swą władzę, scementować wspólnotę, poprowadzić ją na wojnę lub gdziekolwiek – trzeba było zmajstrować mit, ułożyć scenariusz, czarować narracją… Tyle że dzisiaj, z pomocą mass mediów i spin doctorów, przybrało to formy przemysłowe.

Strategia subtelnej/chamskiej dywersji weszła w krew: trzeba odwrócić uwagę opinii publicznej od nurtujących ją problemów, opowiadając jej budującą lub mrożącą krew w żyłach bajkę, pełną dobrych szeryfów i paskudnych szwarccharakterów, jak należy. „Możemy wybrać prezydentem dowolnego aktora z Hollywoodu, byle umiał coś ludziom opowiedzieć” – podsumował kiedyś sprawę jeden z doradców Billa Clintona.

Politycy, oświeceni przez spin doctorów i scenarzystów z Hollywoodu, pojęli w lot interes beletryzacji faktów, liczb i problemów. Rządowa fabryka snów wytwarza odtąd taśmowo historyjki o „wojnie z terroryzmem”, o bandyckich państwach i szlachetnych rycerzach na białym koniu, o „skapywaniu” bogactw w dół, albo – w wersji polskiej – o Patriotach, Narodzie, wartościach chrześcijańskich, lewactwie czy weganach w futrach z norek, i tak dalej ad vomitum. I wprzęgła w to zbożne dzieło armię „dziennikarzy”, „ekspertów” i klakierów.

Polityka sprowadza się z grubsza do tego, mówi jeden z najmądrzejszych współczesnych filozofów, Peter Sloterdijk, jak wprowadzić społeczeństwo w stan mniej lub bardziej zsynchronizowanej halucynacji. Fikcja nie zawsze musi być szkodliwa, czasem wiedzie do pożądanego celu, lecz z fikcją jak z nauką: wystarczy, by wpadła w niepowołane ręce – jak bomba atomowa – by spustoszeniom nie było granic.

Niezbędna jest dekolonizacja naszej wyobraźni, w celu dotarcia do prawdziwego sensu słów. Nasza wyobraźnia skolonizowana jest przez multum pasożytów, wirusów, memów, haseł reklamowych i politycznych, słów podszywających się pod inne. Weźmy słowo wartość: we wszystkich językach łacińskich znaczy ono z grubsza „siła życia”, lecz zredukowano je do ekonomicznego wymiaru, jak w zdaniu „tworzenie wartości dodatkowej dla akcjonariuszy”, wyjaławiając tym samym słowa twórczość i wartość z całego ich potencjału znaczeń, mogących świadczyć o żywotności społeczeństwa.

 

La vie est un roman

Roman2

Remedium, na przekór postępowcom i reakcjonistom, nie tkwi ani w zmianie warunków społecznych (choć ta z pewnością nie może zaszkodzić), ani w metafizyce czy moralności ex cathaedra – lecz w edukacji i samowiedzy. Tylko literatura – mówi interesownie Nancy Huston, pisarka niezła, eseistka niezrównana – pozwala nam wznieść się ponad przekleństwo Arche-tekstu, dzielącego świat na nas i onych.

W szczególności powieść, jak dowodził już Kunderaznacząca nastanie czującej i myślącej jednostki – burzy dotychczasowe fikcje. Konfrontuje lepsze z gorszymi, przeciwstawia niuanse „kilku myślom jak cepy”, zachęca do wybrania fikcji bogatych, złożonych, najpiękniejszych – na antypodach archetekstowej łatwizny, manicheizmu, wojowniczego marszu kiszek.

Nasze życie jest nieodwołalnie fikcją. Wszystko, co możemy zrobić, to wybrać jak najbogatszą i jak najpiękniejszą fikcję, a unikać fikcji prymitywnych i potencjalnie śmiercionośnych. Przesłanie Nancy Huston jest w sumie pełne optymizmu, gdyż wszystko jest w naszych rękach – gawędziarzy, filozofów, bajarzy czy ideologów – zdolnych zaczarować rzeczywistość. Nawet jeśli przez większą część życia bliższa mi była idea jej odczarowania, prześwietlenia na wylot aż do bólu, dziś ku temu się przychylam. Warto się znać na sztuce dekonstrukcji, lecz lepiej poświęcić czas na budowanie.

 

Stefan Rieger były dziennikarz RFI (Radio France Internationale) w Paryżu i krytyk muzyczny, od lat mieszka we Francji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 3 maja 2016 by in FB, KULTURALNIE, TEKSTY NASZE WYBRANE and tagged , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.