web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Trochę wyżej tego orzełka!

Krystyna Kierebinski

 

Orzelek

Całkiem możliwym scenariuszem dla dalszej działalności Zachęty jest wykorzystanie zespołu ekspertów do tego, na czym znają się najlepiej: pan Jacek ułoży listę nazwisk artystów niedocenianych, pan Zbyszek niedoceniany już nie jest więc z listy wybierze kolegów, którzy gwarantują głębokie treści, pani Marysia nie będzie miała chwilowo nic do roboty, bo w tym wypadku rynek sztuki będzie krajowy, pani Kasia zaplanuje rozmieszczenie prac w salach wystawowych, pani Ela napisze tekst do katalogu, a pani Monika pochwali w recenzji.

Sztuka to jedno z tych pojęć, które bardzo trudno zdefiniować. Co jest tą prawdziwą sztuką? Dlaczego prace jednego artysty są w stanie przetrwać przez stulecia, a inne są zapominane jeszcze za życia twórcy? Kto decyduje o sukcesie, kto wyznacza trendy, kto jest w stanie przewidzieć, które dzieła przetrwają swój czas?

Otóż podejmuje to wyzwanie co dnia całe grono ludzi, a w dobie globalizacji nawet ich wielotysięczna armia, operująca narzędziami zdobytymi poprzez studia, praktykę, wyczucie, znajomość rzeczy, zamiłowanie i nierzadko koneksje czy rodzinne tradycje. Jakie to ma znaczenie, który artysta przetrwa, odniesie komercyjny sukces, zdobędzie sławę i stanie się wzorcem dla innych? Duże. Sztuka ewoluuje tak jak ewoluuje świat, a my razem z nim. Jedne zmiany fascynują, inne niepokoją. Nadać tym odczuciom materialny kształt to powołanie artysty, wyczuć prawdę, znak czasu, pierwiastek geniuszu, to rola znawcy. Dlatego nie jest bez znaczenia, kim są ludzie na zapleczach galerii czy muzeów. Szczególnie w przypadku sztuki współczesnej, gdzie profesjonalizm i wyczucie są o tyle cenne, że rzadkie.

Jedna z doradczyń ministra Glińskiego, krytyk sztuki Monika Małkowska, od jakiegoś czasu prowadzi kampanię przeciwko „mafii” muzealnych dyrektorów i kuratorów, nazywając ich „ludźmi układu” i zarzucając faworyzowanie pewnych twórców a niedopuszczanie do głosu innych. Może coś w tym jest? Ludzie muzeów mają sporo z koneserów i kolekcjonerów, a ci z kolei nierzadko traktują swe zbiory jak fetysz. Muzealna kolekcja czy wystawa, przez fakt, że się ją tworzy i w pewnym sensie posiada, może wyzwalać u intendentów, kuratorów, dyrektorów galerii poczucie pewnego, przypisywanego kolekcjonerom, rodzaju elitaryzmu. Ale pani Małkowska, przyjmując propozycję ministra i aktywnie dezawuując rzekomą „mafię”, jest na dobrej drodze do stworzenia własnej. Ktoś przecież w muzeach pracować musi. Przedmiotem ataku Małkowskiej nie są (na razie) jakieś regionalne muzea tu czy tam, jej zdaniem „układ” działa w samej Zachęcie. Minister, wrażliwy na głosy swych doradców, już zapowiedział zmiany. Mają one znacznie okroić grono pracowników (na razie tylko) Zachęty. Kluczem do zmian jest jedno słowo w nazwie instytucji; przymiotnik „narodowa”.

Nie raz rządzący podkreślali na czym ma się opierać ich system wartości i jaka sztuka mieści się w jego ramach. Dość już bohomazów, które namalowałoby każde dziecko, precz z instalacjami o których wiadomo tyle, że obrażają uczucia. O ile godniej wyglądałyby w stylowym budynku dzieła czytelne, zrozumiałe, no i oczywiście o silnie zaznaczonym pierwiastku patriotycznym. Swoją drogą, ciekawe, na jakim nazwisku kończy się u panów Glińskiego, Sellina, Czabańskiego zdolność przyswajania sztuki. Czy Makowskiemu jeszcze się uda, choć taki kanciasty? Beksińskiemu raczej nie, brzydota. Nowosielski wyleciał z samego Pałacu Prezydenckiego, nie podobał się. No ale Chełmoński i Kossakowie ze swoją narodową nutą powinni się zmieścić. Kiedyś przecież ich tu wystawiano. Tak, sto lat temu.

Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych powstało w Warszawie w 1860 roku i za zadanie wyznaczyło sobie popularyzacje sztuki polskiej, wspieranie młodych artystów, organizacje wystaw i konkursów. Założycielem był malarz i historyk sztuki Wojciech Gerson. Po czterdziestu latach działalności doczekało się Towarzystwo własnego, okazałego budynku, który jest siedzibą Zachęty do dzisiaj. Burzliwe losy Warszawy nie oszczędziły gmachu i choć podniesiono go ze zgliszczy, samego Towarzystwa Zachęta nie reaktywowano, zastępując je w 1949 Centralnym Biurem Wystaw Artystycznych. Do 1989 roku sprawowało ono coś w rodzaju państwowego mecenatu nad sztuką. Tematem wystaw i gromadzonych tu zbiorów była sztuka współczesna. Łatwo sobie wyobrazić efekty scentralizowania i upaństwowienia wystawiennictwa sztuki oraz typ estetyki dominującej w owych czasach. Trzeba jednak przyznać, że od lat 1970. bywała Zachęta dość niepokorna, jeśli nie politycznie, to na pewno artystycznie; już w epoce Gierka zaczęli dochodzić do głosu twórcy nowej polskiej awangardy, a w szarzyznę rzeczywistości wkradały się wydarzenia takie jak Międzynarodowe Biennale Plakatu. Przemiany ustrojowe sprzyjały Zachęcie, która, nie mając ekspozycji stałej, swoje sale wystawowe zapełniała coraz to nowymi pracami współczesnych artystów, nierzadko prowokując kontrowersje i, co najmniej równie często, przyciągając tłumy. Od roku 2003 instytucja nosi nazwę Zachęta Narodowa Galeria Sztuki.

Co to oznacza dzisiaj? Że trzeba nareszcie ten narodowy charakter Zachęty wykorzystać do wystaw twórców z całej Polski. Organizować doroczne przeglądy i gościnne wystawy promując w ten sposób polskie malarstwo czy rzeźbę. I to jest bardzo dobra wiadomość, bo z pewnością wielu artystów zasługuje, by ich prace trafiły do prestiżowych galerii.

Nowa polska sztuka kiczorowa, tj. narodowa.

Nowa polska sztuka kiczorowa, tj. narodowa.

W tym jednak jest pewien kruczek: jeśli Zachęta miałaby się stać miejscem wystaw przenoszonych tu z innych muzeów, z ich własnymi kuratorami, to niepotrzebni są obecni kuratorzy działający w Zachęcie. I oto właśnie  ekspertom ministra chodzi. Nie po to przez lata sami byli niedoceniani i ignorowani, żeby teraz pozwolić na dalszą działalność dyrektorom i kuratorom wystaw. Kto mógłby im utorować drogę do sławy? Nikt nie zrobi tego lepiej niż inny niedoceniany artysta. W tym wypadku jest nim następny doradca ministra Glińskiego, Zbigniew Dowgiałło, którego obraz „Smoleńsk” nikogo nie pozostawia obojętnym. Mocna rzecz, niejeden malarz międzynarodowgo formatu pozazdrościłby ilości odsłon w Internecie. Kolejnym ekspertem resortu sztuki, a jednocześnie artystą, który wciąż czeka na wyjście z cienia jest rzeźbiarz Jacek Kucaba. Na koncie ma m.in. pomniki Jana Pawła II, Stefana Wyszyńskiego, Milenijny Krzyż. Przez niektórych oceniany jako artysta trzeciorzędny, był jednak prezesem Polskiego Związku Artystów Plastyków. Są w tym sześcioosobowym gronie jeszcze trzy panie: Maria Korzeniowska-Marciniak, która swego czasu wydała pracę naukową o międzynarodowym rynku sztuki, Katarzyna Nowakowska-Sito, historyk sztuki oraz Elżbieta Zawistowska, związana wcześniej z Muzeum Narodowym w Warszawie.

Całkiem możliwym scenariuszem dla dalszej działalności Zachęty jest wykorzystanie zespołu ekspertów do tego, na czym znają się najlepiej: pan Jacek ułoży listę nazwisk artystów niedocenianych, pan Zbyszek niedoceniany już nie jest więc z listy wybierze kolegów, którzy gwarantują głębokie treści, pani Marysia nie będzie miała chwilowo nic do roboty, bo w tym wypadku rynek sztuki będzie krajowy, pani Kasia zaplanuje rozmieszczenie prac w salach wystawowych, pani Ela napisze tekst do katalogu, a pani Monika pochwali w recenzji.

Znając umiłowanie przez ekipę rządzącą sztuki o wartościach chrześcijańskich i narodowych, spodziewać się należy niemałej ingerencji władzy w wybór dzieł, jakie przyjdzie nam oglądać. A od tego już tylko krok do prac na zamówienie, czyli prawdziwego renesansowego mecenatu, w którym, co warto przypomnieć, znaczące miejsce zajęła po raz pierwszy sztuka nagrobna. Także i u nas pomniki wyrastają jak grzyby po deszczu. Tylko Medyceuszy brak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.