web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Nie moje małpy, ale cyrk niestety mój

cyrk_svg

 

O partii, której nazwy nie wymieniam z zasady, mogłabym powiedzieć: to nie moje małpy, nie mój cyrk, bo w koszmarze sennym nie przyszłoby mi do głowy, żeby głosować na kogokolwiek z tej bandy zakompleksiałych nieudaczników, którzy mszczą się na wszystkich za wszystko. Najczęściej jednak za swoje nieudacznictwo i własne niepowodzenia.

Małpy rzeczywiście nie są moje, bo na nie nie głosowaliśmy ani ja, ani nikt z mojej rodziny, ale cyrk niestety jest już mój, bo jestem zmuszona żyć, a właściwie wegetować w tym cyrku.

Na środku areny rozgrywa się w świetle jupiterów rzeź, w dodatku wmawia się nam, że to właśnie na nasze własne życzenie. Nowi właściciele cyrku niszczą wszystko, co się tylko da zniszczyć. Jednocześnie zwalają wszystko na poprzednią władzę, na emigrantów, imigrantów, na Żydów, Unię Europejską, drugi gatunek Polaków z genami zdrady, na złodziei i komunistów, a najchętniej na naszego byłego premiera, Donalda Tuska, podejrzanego jak każdy, tym bardziej że jego dziadek, jako rdzenny Kaszub, musiał służyć w Wermachcie, bo tam go powołano.

Prezes partii, co to jej nazwy nie wymieniam i główny udziałowiec akcji cyrku, szuka winnych za wszystko dookoła, zamiast uderzyć się we własne piersi i zrobić porządny rachunek sumienia. Działa jak rasowy złodziej, pod osłoną nocy, nie zwracając na nikogo uwagi. Musi mieć zawsze jakiegoś konkretnego wroga, bo urojeni wrogowie już mu nie wystarczą. Działa zza pleców innych, co nietrudne, bo jest, jak to się mówiło w czasach pana Zagłoby, „nikczemnego wzrostu” (nawet przemawiając staje na drabince, żeby pokazać swoją wyższość, przynajmniej fizyczną, nad otoczeniem).

Stworzony przez niego teatr marionetek, w którym lalki wykonują ciągle jakieś dziwne, zupełnie nieskoordynowane kroki, nie cieszy się specjalną popularnością. Sztuki wystawia marne, aktorzy grają w zakurzonych i poplamionych kostiumach, ich maski są zniszczone, a peruki zapchlone. Udają, że zakwalifikowano ich do pierwszego sortu, ale tak naprawdę są poza wyborem. Wszelkie próby porozumienia się z nimi spełzają na niczym i przypominają dziecięcą zabawę „w pomidora”.

Cały świat znakomicie się orientuje, co się w tym cyrku rozgrywa; to już nie ten sam świat z żelazną kurtyną co kiedyś. Ludzie podróżują po całym świecie, rodziny po tej i po tamtej stronie granic są, dzięki nowoczesnym osiągnięciom, takim jak internet, w stałym, codziennym kontakcie. Już nie jesteśmy mieszkańcami zaścianka, ale obywatelami świata, czego nie może zrozumieć dyrektor tego zapchlonego cyrku.

Ponieważ nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale o to, żeby go gonić, dyrektor wysysa ze swojego brudnego palca ciągle jakichś nowych, zmyślonych wrogów i rzuca ich na pożarcie. Jednocześnie oskarża wszystkich dookoła o donoszenie i powodowanie wycieków tego, co się dzieje na arenie.

Najdziwniejsze jest to, że osoby dyskredytowane przez dyrektora cyrku i jego współpracowników cieszą się ogromnym poważaniem na arenie międzynarodowej, natomiast osoby stawiane na piedestale przez tegoż nie są szanowane na zewnątrz lub wręcz postponowane.

Właściciel cyrku oskarża wszystkich dookoła o dyskredytowanie jego pupilków. Czy można jednak dyskredytować kogoś, kto sam siebie dyskredytuje tym, co robi i mówi? Pewnie można, ale po co?

Ewa Oranowska-Wróbel

 

Artykuł ukazuje się również na facebookowej stronie „Pomnik wdzięczności dla Lecha Wałęsy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 26 kwietnia 2016 by in Z ZIEMI WOLSKIEJ and tagged .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.