web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Targowica 2016, czyli samobój arcybiskupa Michalika

Felieton „nie” polityczny dobrodzieja Jarka Kobzdeja

SPOJRZENIE Z ODDALI

SPOJRZENIE Z ODDALI

 

Świąteczne kazanie arcybiskupa Józefa Michalika, wygłoszone na mszy świętej w Przemyślu, przywaliło mnie ciężarem swej treści. Chodzę, leżę, pracuję i myślę ciągle o tym, czym też ten mój pasterz się kierował, przyrównując nas, wszelkiej maści obywateli niezbyt przepadających za PiSem: KOD-owców, Dok-owców, sympatyków Lecha Wałęsy, obrońców demokracji, sympatyków PO i Nowoczesnej itp. wszystkich „drugosortowców” do Targowicy?

Były przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podkreślił, że nienawiść jest „hańbą i trzeba ją eliminować”. Krytycznie odniósł się również do obecnej sytuacji w naszym kraju. – „Nowa Targowica się pojawiła. Oskarżają Polskę. Mobilizują obce narody na forach międzynarodowych do nienawiści wobec Polaków, którzy mieli odwagę wybrać innych, a nie ich samych”. „To się już dawno nie powtarzało. Ale to nie jest chwałą tych ludzi, że zaufanie, którym zostali obdarzeni przez część narodu, wykorzystują przeciw ojczyźnie” – mówił abp Michalik. Zdumiewające słowa!

O ile stwierdzenie, że nienawiść jest hańbą i trzeba ją eliminować jest ze wszech miar słuszne, to reszta wypowiedzi już niekoniecznie. Poziom nienawiści wzajemnej w polskim społeczeństwie osiąga właśnie apogeum: każdy dzień przynosi nowy rekord. Podział Polaków na lepszych i gorszych stał się faktem. Wzajemna nienawiść ze względu na preferencje polityczne podzieliła podwórka, zakłady pracy, szkoły, uczelnie i rodziny. Podzieliła nawet księży. Nie jest moją intencją wybielanie niektórych wypowiedzi po stronie opozycji, także i tu jest spora dawka jadu. Lecz to, co zaserwowała nam obecna „Dobra zmiana” i jej złotousta załoga nie jest tylko przysłowiową wisienką na torcie. Jak dla mnie to cała cukiernia, z której wylewa się żółć! Tylko ślepcy tego nie zauważają.

Dalsze przemówienie arcybiskupa Michalika, które miało ostatecznie przyszpilić rzekomych zdrajców, trudno nazwać inaczej niż kpiną z wiedzy historycznej. Istotnie, Arcybiskupowi coś umknęło, lub wiedzy nie starczyło, bo nie wierzę, iż zrobił to umyślnie. Powołując się na Konfederację Targowicką, z dnia 27 kwietnia roku 1792, strzelił sobie w stopę. Otóż w 1792 r. konfederację targowicką poparła znacząca większość ówczesnych władz kościelnych. To targowiczanie uważali za zdrajców twórców Konstytucji 3 maja. Ówczesny biskup przemyski Michał Sierakowski błogosławił Akt Generalny Konfederacji Obojga Narodów 11 września 1792 roku. Akt, który był uwieńczeniem zwycięstwa wojsk konfederatów i carycy Katarzyny II nad armią królewską dowodzoną przez ks. Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Kościuszkę. Konfederację błogosławił sam papież Pius VI, widząc w Konstytucji 3 maja 1791 roku dzieło jakobinów.

Zapewne targowiczanom leżało na sercu dobro ojczyzny, które postrzegali jednak jako dobro kościoła, a nie dobro kraju. Obawiali się oni skutków liberalizacji i tego, że Królestwo Polskie pójdzie w stronę rewolucji francuskiej. Przyświecały im wtedy hasła o zagrożonych wartościach, zarzucali Sejmowi nielegalność, a uchwaloną Konstytucję nazywali „spiskiem monarchicznym”. Było to wszystko zapewne bardzo patriotyczne – z punktu widzenia włodarzy Kościoła w tamtych czasach oraz przeciwników zmian. Ponoć nikt wtedy nie pisał piękniejszych poematów o miłości do ojczyzny, niż sami targowiczanie.

Do konfederacji targowickiej, której efektem był II rozbiór Polski, przystąpili: prymas Michał Poniatowski, biskup inflancki Józef Kossakowski, biskup wileński Ignacy Massalski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, łucki Adam Naruszewicz, żmudzki Jan Giedroyć. Zresztą mniej lub bardziej otwarcie sprzyjała jej większość biskupów. Nie dość tego: gdy sprawa się rypła, rozwścieczony tłum warszawiaków, w podzięce za poniesiony trud i troskę o Ojczyznę, nie bacząc na stanowiska i stopień uświęcenia zdrajców, zaczął wieszać owych biskupów na ulicach miasta. Te „szczegóły” na pewno nie obchodzą to mojego arcybiskupa, który woli posługiwać się skrótami myślowymi. Zapewne dlatego, że targowica dość powszechnie kojarzy się ze zdradą. Tu jednak idzie o zdradę nie byle jaką: o doprowadzienie do upadku państwa. A zatem o to, co uczynili ówcześni biskupi. Dlatego właśnie akurat arcybiskupowi Michalikowi nie wypadało o tym mówić. Mógłby to uczynić – bo ja wiem? – Kukiz, może pan Prezydent, może nadprezes. Ale arcybiskup? Szkoda, że nie wspomniał jeszcze o świętej inkwizycji, a siebie nie umieścił na stosie, podając że podpalaczem jest na przykład Mateusz Kijowski.

Jan Sztaudynger napisał kiedyś fraszkę o Kainie i Ablu, jakże stosowną na tęże okoliczność:

Historia czasem zapomina, czy to Kain zabił Abla, czy Abel Kaina

Wiem, że moje słowa mogą przysporzyć mi nowych wrogów, gdyż krytykować arcybiskupa Michalika to nie to samo co krytykować wikarego Międlara. Zapewne ktoś zarzuci mi protestancki sposób myślenia, lewactwo i sympatię do PO. I niech będzie, biorę to na klatę, choć sam wiem, że nic z tego prawdą nie jest. Katolikiem pozostanę, nawet jeszcze bardziej niż dotychczas. Im więcej podobnych nierozumnych słów usłyszę od włodarzy mojego Kościoła, tym bardziej w ramach tego Kościoła będę krzyczał i skarżył się Bogu na to, co widzę.

Nie zabraniam biskupom mieć własnych poglądów politycznych, lecz z uwagi na delikatność materii, jaką się zajmują, nie powinni oni być jednocześnie sędziami. Polska i Polacy potrzebują głosu rozsądku bardziej niż kiedykolwiek. Głosu pojednania, a nie oskarżania. Nikt bowiem nie wie lepiej od biskupów, skąd bierze się zło i kto może paść jego ofiarą. Oczekujemy więc głosu łagodnego, osobistego, nieoskarżycielskiego, głosu prawdziwego Pasterza, trafiającego do każdego z nas.

Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży? (1Tym 3: 2-5).

Cytowany fragment listu św. Pawła odnosi się nie tylko do biskupów, jego adresatami jesteśmy my wszyscy. Ale to biskupi, niejako z powołania, winni stać na straży prawdy. Język listu św. Pawła to greka. Jedno słowo, które wytłuściłem, jest tu bardzo istotne dla sprawy, o której piszę: gościnny, czyli po grecku filóxenos. Przekład bezpośredni z języka greckiego nie oddaje w pełni myśli św. Pawła. W tym znaczeniu ów gościnny znaczy to tyle co uczynny dla obcych, gościnny dla grzeszników, wyrozumiały i uczynny przede wszystkim dla nieżyczliwych. Czy kazanie arcybiskupa Michalika było „gościnne”, wyrozumiałe i uczynne? Nie wydaje mi się. Poniosło go, gdy próbował osądzać, kto jest kim, dlatego zamiast kojącego aloesu na ropiejące rany wylany został kaws, który je jeszcze bardziej rozjątrzył…

Naprawdę przykro mi, że prawdy wiary arcybiskupowi przypominać musi najzwyklejszy ze zwykłych. Czynię to z pewnego rodzaju rumieńcem na policzkach i zażenowaniem, nie mając na celu własnych korzyści, lecz dobro ogółu i mimo wszystko wierząc nadal, że człowiek może odwrócić się od złego, jeśli tylko zechce.

Jarosław Kobzdej, Birmingham

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Information

This entry was posted on 5 kwietnia 2016 by in FB, HISTORIA, MIĘDZY BOGIEM A PRAWDĄ, TEKSTY NASZE WYBRANE, Z ZIEMI WOLSKIEJ and tagged , .

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.