web analytics

DOK – Democracy is OK

Kuźnia Demokracji

Trybunał czyli Sąd albo Dwa języki Johna McCaina

Bartosz Hlebowicz (2016-03-18)

mccain
Pamiętam, jak w 2008 roku oglądaliśmy razem z moim przyjacielem w Filadelfii telewizyjne debaty prezydenckie Obama vs McCain. Różnica między dwoma panami była kolosalna. Jak celnie ujął to Arnold, „Obama mówił akapitami, McCain pojedynczymi zdaniami”. Innymi słowy, McCain pluł żółcią i niemądrymi hasłami, Obama cierpliwie i merytorycznie wyjaśniał. Zwycięstwo Obamy przyjąłem z wielką ulgą, tym większą, że wiceprezydentem, w razie wyboru McCaina, miała być zapóźniona intelektualnie Sarah Palin (ta, która obecnie popiera Trumpa).

Z czasem jednak nabrałem niejakiej sympatii do McCaina:

– Przecież w tej samej kampanii wyjaśnił jakiejś paniusi, która „zarzucała” Obamie bycie Arabem, że to nieprawda i że rozgrywka między dwoma kandydatami dotyczy wyłącznie różnic programowych („To jest przyzwoity człowiek, dbający o swą rodzinę, obywatel. Po prostu mamy odmienne opinie w podstawowych sprawach” – czy można sobie wyobrazić na przykład Jarosława Kaczyńskiego mówiącego tak o kimkolwiek, kto nie należy do świty jego eunuchów?).

– Po wyborze Obamy McCain mówił, że „przysięga mu, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by pomóc mu prowadzić nas wśród rozlicznych wyzwań, które przed nami stoją. Wzywam wszystkich Amerykanów, którzy na mnie głosowali, by się do mnie przyłączyli, oferując naszemu nowemu prezydentowi dobrą wolę i szczere starania, by znaleźć sposoby na zgodę i znalezienie kompromisów, które przekreślą nasze różnice (…) Niezależnie od różnic, wszyscy jesteśmy Amerykanami. Nic nigdy nie było dla mnie ważniejsze”.

McCain wreszcie przemówił akapitem, i przemówił mądrze.

– Wydawało się, że McCain jest jednym z tych, którzy najmocniej opowiadali się za realnym wsparciem przez Amerykanów Ukrainy gwałconej przez Putina.

– Wreszcie, zaskarbił sobie moją sympatię, przysyłając wraz z dwoma innymi senatorami list do naszej premier, w którym uprzejmie, ale stanowczo senatorowie wyrazili zaniepokojenie nadwerężaniem demokracji w Polsce.

Pech chciał, że niedawno, 13 lutego, zmarł Antonin Scalia, jeden z sędziów amerykańskiego Sądu Najwyższego, instytucji podobnej do naszego Trybunału Konstytucyjnego, a nawet potężniejszej, bo nie tylko dbającej o przestrzegania prawa, ale i je stanowiącej. Obowiązkiem prezydenta USA jest wskazanie kandydata na miejsce zmarłego sędziego, a obowiązkiem Senatu USA jest przesłuchanie go i zatwierdzenie bądź odrzucenie kandydata. Niestety, McCain, razem z innymi Republikanami od razu po śmierci Scalii zapowiedział, że nie będą przesłuchiwali żadnego kandydata zaproponowanego przez prezydenta Obamę, ponieważ ich zdaniem to przyszły prezydent musi wskazać kandydata. Dwa dni temu, w pisemnym oświadczeniu, kiedy Obama wreszcie wysunął kandydata (nie ma znaczenia, kogo, choć Merrick Garland, przewodniczący Sądu Apelacyjnego Dystryktu Kolumbii, uchodzi po prostu za bardzo dobrego i umiarkowanego politycznie sędziego) uzupełnił tę głęboką myśl znanym i nam sloganem, że to amerykański „naród musi wybrać”. Innymi słowy, to nowy prezydent, który zostanie wybrany przez „naród amerykański” w listopadzie tego roku, powinien mianować sędziego. A Sąd Najwyższy niech sobie te parę miesięcy poczeka, prezydent Obama i Senat zaś niech zwolnią się ze swoich obowiązków. W końcu jest tyle innych fajnych rzeczy do robienia, niż przestrzeganie prawa i Konstytucji.

W wyborach 2008 roku, pierwszych, które wygrał Obama, kandydat Demokratów zdobył największą od 1964 roku przewagę nad swym republikańskim rywalem. Na Obamę zagłosowało prawie 70 milionów Amerykanów – najwięcej w historii wyborów w USA. W kolejnych wyborach Obama nie dostał aż tak wielkiego poparcia, ale i tak kandydat Republikanów, Mitt Romney, nie miał szans. Czyżby McCain śmiał twierdzić, że Obamy nie wybrał – i to dwukrotnie –„amerykański naród”? Kto w takim razie? Marsjanie?

W liście do pani premier Szydło trzej senatorowie amerykańscy wyrazili „zaniepokojenie działaniami polskiego rządu, które zagrażają niezależności mediów i Trybunału Konstytucyjnego oraz psują wizerunek Polski jako wzorca przemian demokratycznych dla wszystkich innych krajów w regionie. Wzywamy Pani rząd, żeby (…) zobowiązał się szanować demokrację, prawa człowieka i rządy prawa”.

McCain i pozostali dwaj senatorowie mieli rację: łamaniem demokracji w Polsce i podważaniem niezależności Trybunału Konstytucyjnego trzeba się przejmować. Tak samo jak odbieraniem prawa legalnie wybranemu amerykańskiemu prezydentowi do uzupełnienia składu Sądu Najwyższego. Najwyższy czas, żeby McCain przypomniał sobie, że kiedyś oferował Obamie „dobrą wolę i szczere starania”, by dojść do kompromisu, bo Ameryka jest najważniejsza. W przeciwnym razie pozostanie łgarzem, który tylko raz w życiu przemówił akapitem, zapewne przez przypadek.

Bartosz HLEBOWICZ

 

p.s. Jeżeli McCain i inni Republikanie sądzą, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych – i o ile będzie nim kandydat Republikanów, czyli najpewniej Trump – wskaże lepszego sędziego niż wskazał Obama, to znaczy, że naprawdę zapuścili się intelektualnie, zupełnie tak jak nasze rodzime Prawo i Sprawiedliwość.

azcentral

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie

License:

This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NoDerivatives 4.0 International License.

W blog Democracy is OK D.OK zamieszczamy teksty, których tematyka jest zgodna z ideami wyrazonymi w naszym Manifescie, jednak za tresc artykulow i wyrazone w nich opinie odpowiedzialni są tylko i wylącznie ich autorzy.